wtorek, 31 grudnia 2013
I'm in the mood for Love
Kolejną frustracją jest brak samodyscypliny, która w końcu popchnęłaby mnie do stworzenia czegoś, dokończenia dzieła (zniszczenia) i wydania na świat czegokolwiek. Cały czas szukam inspiracji, a one rzeczywiście inspirują! Problem tkwi w tym, że nie umiem tego stworzyć, tego co dzieje się w mojej głowie. Nie chcę udowadniać, ale chyba w końcu powinnam - udowodnić sobie (i innym), że potrafię, umiem i nie mam z tym absolutnie żadnych problemów.
Gdziekolwiek bym się nie obracała w ciągu ostatniego tygodnia, wszędzie widać wszelkiego rodzaju podsumowania starego, a rokowanie, planowanie i składanie sobie (teraz) szczerych (bo potem niekoniecznie) obietnic na przyszły rok. I całkiem podświadomie odpowiadałam sobie na te same kwestie, jaki był ten rok? Jaki chciałabym, żeby był ten rok? Jak planuję spędzenie przyszłego roku? I doszłam do całkiem bystrego jak na własne możliwości wniosku - ten rok, patrząc pod kątem sukcesów i porażek, był jednym w i e l k i m pasmem porażek. Nie napisałam tyle, ile chciałabym napisać. Nie wyjechałam do Danii. Zmarł mój tata. Nie wygrałam żadnego konkursu. Wakacje minęły mi pod znakiem kłótni i pracy. Nie wyjechałam w żadne spektakularne miejsce. Poszłam na uczelnię, do której nie chciałabym pójść pod największą nawet karą. Straciłam kilkoro przyjaciół. Bezsilnie (ale z jednoczesną radością i tępym uczuciem zazdrości) przyglądałam się szczęściu kilku kolejnych przyjaciół. Nie znalazłam miłości. Nie odniosłam sukcesu. Nic. Nic. Nic.
A teraz, po kilku linijkach gorzkiego podsumowania przyszedł czas na to zdanie - To był zdecydowanie najpiękniejszy rok mojego życia.
Nie wyjechałam do Danii, ale zostałam w Polsce, gdzie trafiłam na najlepszą chyba uczelnię świata, pełną świetnych ludzi, pełną świetnych nauczycieli, pełną kreatywności i miejsca do popisu. Umocniło się kilka związków z niektórymi ludźmi, utwardzając nasze relacje do pozycji 'stalowych'. Poznałam masę ludzi, uczestniczyłam i przyglądałam się kulturze tak blisko, jak nigdy przedtem. Przeprowadziłam się do pięknego mieszkania, które daje mi poczucie posiadania własnego, pięknego kąta. Zaczęłam pracę, która daje mi pieniądze i satysfakcję.
Jestem tak bardzo szczęśliwa. To szczęście poczułam dziś, około godziny 10:35, w samochodzie, słuchając Paolo Nutini, kiedy słońce oślepiało moją twarz, a ja - w całej tej beznadziejnej sytuacji zaczęłam się po prostu śmiać.
Zmarzłam dziś. I właściwie cały czas jeszcze mi zimno. Ale zimno mi w dobrym nastroju. Jak gdybym miała te wszystkie troski gdzieś daleko za sobą. I tego życzę wszystkim, z okazji idealnego pretekstu, aby zmienić cokolwiek.
A. M. B.
czwartek, 26 grudnia 2013
niedziela, 22 grudnia 2013
Rodzinne, radosne, szczęśliwe, wesołe.
Jak więc ma się do nich moja samotność? Tak potężna i przejmująca.
Jeżeli rodzinne, to co, jeżeli spędzanie ich z rodziną nie jest jakoś szczególnie zajmujące?
Jeżeli radosne, to dlaczego nie umiem się radować? Weselić.
Jedyne w każdym razie co mi zostało, to szczęście, któremu ulegam każdego dnia. Nie przez cały dzień, ale na pewno każdego dnia delikatne i ciepłe poczucie szczęścia wkrada się w życie.
Dzisiaj? Obłędny zapach choinki, puszysty dywan, herbata z goździkami, pomarańczą i cytryną, sokiem malinowym. Do tego nowa książka Gombrowicza i gotowe. Ale nie takie święta są moimi wymarzonymi. Brak mi. Kogoś, czegoś. Niezidentyfikowanej osoby, bliskiej mi na tyle, aby móc zająć nią swój umysł.
Samotność. How to fight it?
Niebezpiecznie jest wierzyć w to, że coś trwa wiecznie
Kacprowe 40-minutowe spóźnienie zaowocowało zdjęciem, które niebywale trafiło w moje gusta.
Z każdym dniem coraz lepiej, coraz szybciej jakby i łagodniej też. Szczęśliwiej i z większym zapałem mogę zabrać się za oglądanie, czytanie, pisanie.
Ateny! Pół roku w Grecji z pewnością dobrze mi zrobi :)
piątek, 20 grudnia 2013
Ile jeszcze życia?
środa, 18 grudnia 2013
La vie d'Adèle
Be quick or be dead.
Podoba mi się tutaj. Radosne oczekiwanie (prawie) każdego dnia na studiach.
Mam, zdaje się, najpiękniejszy przywilej na świecie. Mogę bez skrępowania robić to, co lubię. Narzekając, oczywiście, i psiocząc na wszystko, jednocześnie dziękując w duchu za taką możliwość. Nie wiem ilu ludzi może pochwalić się możliwością spełniania się w dziedzinach, w których są dobrzy, ale z pewnością mogę się do nich zaliczyć. Odkrywszy to, nie do końca byłam w stanie uwierzyć w uśmiech losu. Że jak to. Jak można w życiu robić to, co się uwielbia. Kocha. Odnajduje w tym. Poznaje przy okazji mnóstwo, mnóstwo interesujących i ciekawych ludzi, którzy oddają pasje mniej lub bardziej entuzjastycznie.
Dobrze mi tutaj. Szczęśliwie.
Cóż jest przyjemniejszego od poczucia szczęścia?
Dzisiaj dzień z szeroko omawianym, kontrowersyjnym, kochanym i nienawidzonym jednocześnie Życiem Adeli - Rozdział 1 i 2.
niedziela, 10 listopada 2013
Skuteczność jest miarą prawdy.
Skuteczność jest miarą prawdy - sztandarowe słowa mojego Taty, który w najważniejszych dla mnie momentach zawsze ich używał. Najciekawsze jednak jest to, że rozumieć potrafię je tylko w krytycznych momentach. Dzień później tracą znaczenie, a przede wszystkim przesłanie. I nie potrafiłam ich odszyfrować zaraz po ważnej z nim rozmowie. A teraz? Czy kiedykolwiek zdobędę szansę na spotkanie człowieka, który powie mi to samo?
Decyzja, którą przyjdzie mi podjąć będzie pewnie jedną z najtrudniejszych w całej karierze. Jej czas się zbliża, a ja jestem w przysłowiowej dupie.
wtorek, 29 października 2013
I moje długi spłać...
poniedziałek, 28 października 2013
Ojciec, syn
Dzień zaczynamy od mroźnego powietrza, pięknych promieni słońca i maglowanego ostatnio albumu 'Matka, Syn, Bóg'.
Niedługo już kolejna w moim życiu przeprowadzka. Do miejsca znanego mi powierzchownie, bez zbędnego zgłębiania się. Zmiana z 7 na 16 m kw. Zburzenie mojego malutkiego, syntetycznego świata, dopasowanego do wymiarów dotychczasowych.
Be continued...
niedziela, 27 października 2013
Dobrze jest.
Po wczorajszym seansie nowego filmu Macieja Pieprzycy - 'Chce się żyć', nie potrafię pozbierać swojej osobowości z powrotem w całość. Niepozostawiająca złudzeń o okrucieństwie rzeczywistości produkcja zbyt głęboko wtargnęła we mnie, bijąc i kopiąc wszystko to, co wesołe, szczęśliwe i przyjazne. I tak każdego dnia doświadczam, dotykam rzeczy emocjonalnie destruktywnych.
Jak poradzić sobie z problemami? Jak określić swoje uczucia, podjąć odpowiednie decyzje? Co zrobić w przypadku, gdy nie wiem co robić, a czas nagli. Czy to miały być moje marzenia? Czy życie, które chciałam, ma tak wyglądać? Czy jest chociażby namiastką i częścią mojej przyszłości? Chciałabym spróbować. Chcę. Bo już na pytanie czego NAPRAWDĘ chcę - nie potrafię odpowiedzieć.
Dzisiaj na kulturalnie - bo kilka rzeczy skumulowało się we mnie i w końcu wybuchło falą nadmiernej emocjonalności.
Album rodzinnego trio Waglewski Fisz Emade zachwyca. Bo cudownie patrzy się na ojca i synów. Bo nigdy już nie doświadczę takiej więzi. Bo ta muzyka jest jak korekta nosa - łamiąca kości i chrząstki po to, by poskładać je na nowo, w taki sposób, w jaki sobie wymarzyliśmy. I ucząca nas rzeczywistości w unikalny, niespotkany sposób.
sobota, 12 października 2013
I will end up dust
Od czwartkowego wieczoru w głowie słyszę tylko jedną melodię. Od wczoraj przed oczami mam ostatnie dzieło Urlicha Seidla. Od tygodnia czuję swoisty "powrót do przeszłości". I znowu zamieszanie, cały szum. Znowu obnażanie wszystkich moich wad, wielkie obmyślanie i snucie planów (które i tak nie wypalą), marzeń (które i tak się nie spełnią), wybieranie najlepszych rozwiązań z tych najgorszych (które i tak się nie sprawdzą).
Studia, praca, duński, angielski, czytanie, oglądanie, dawno nie było tak intensywnie. I wyzywająco jednocześnie. W tym czuję się dobrze. Za to nie najlepiej idzie mi w sprawach całkowicie odmiennych, których bieg mogę albo zahaltować od razu, albo puścić je swoim biegiem. Co zrobię...?
środa, 2 października 2013
Praise you
Tymczasem coraz więcej obowiązków wchodzi na rozkład, trochę pracy, trochę myślenia, wypełniona poczuciem bezsensowności perspektywa, brak sił i wieczne zmarznięte ręce.
Po głowie chodzi mi opowiadanie, ale z każdą, lekką nawet chęcią do pisania, wszystko ulatuje, zastąpione wiecznym ostatnio uczuciem głodu, wyżej wymienionym zimnem, ogólnym smutkiem i szeroko pojętą melancholią.
Na szczęście mam co robić - czeka na mnie stos książek, czasopism, filmów(!!!), proces segregacji rzeczy osobistych, i segregacji różnych składowych życia. Recykling czas zacząć
niedziela, 8 września 2013
Spark seeker
Otóż, nie owijając w bawełnę, tak gorąco i długo wyczekiwany wyjazd do Danii został odłożony, przełożony, przerzucony na rok przyszły. W tym zostaję w Polsce, uczę się języka duńskiego, robię kurs baristy i zarabiam udzielając korepetycji. Do tego w czasie rozłożę przygotowania wyjazdowe, poukładam niepoukładane i... postaram się utrzymać wszystko to, na co zdołam się załapać. Bo zawsze tak było. Niby przypadkowo, ale zawsze udawało mi się to, nad czym pracowałam. I czego gorąco, piekielnie pragnęłam. I tym razem będzie podobnie!
Środa Miłość, czwartek Imagine. Imagine love. Possible?
wtorek, 3 września 2013
At this hope we are all tohether.
Myślałam o nim od dawna, zaglądałam, czytałam...
Czułam się jak zaniedbująca swoje dziecko opiekunka, ale chyba bez tej odpowiedzialności.
Każdy przebyty dzień był źródłem nowych myśli, pomysłów, radości, odchodzenia od zmysłów. Sensownie, lub absolutnie bez.
Czas zaczynać, od miejsca, w którym utknęłam. Poświęcać czas, skupiać się, udoskonalać to wszystko, czym żyję - siebie, swoje miejsca.
Wciąż przekładam swoje plany, z kieszeni jednych spodni do drugich. Spisane na kartce, tak jak lubię. Plany na życie. Zadania. Pomysły.
Niedługo Gdynia Festiwal Filmowy - czas się przygotować. Potem Opera, koncert, pokazy. Całkiem sporo wszystkiego.
Myślę, że się uda.
poniedziałek, 15 lipca 2013
Get me to nowhere, please.
Ile jeszcze będę musiała znosić?
Jak często los będzie odbierał mi po kolei tych, na których mi zależy. Obalał zaplanowane marzenia, bezpardonowo zamieniając je w kipiącą sarkazmem kpinę. Zarzucał, że zbyt pewnie poczułam się na świecie i jednym krytycznym momentem zdmuchiwał całą nadzieję.
Nie mam siły ani czasu. Mam za to chęć i determinację. Ostatnio jakoś - do wszystkiego.
Marzenia odroczone,
nowe plany na życie sztuczne, jak słodzony napój.
Rok adaptowania się do nowej rzeczywistości zakończone wyjazdem i ponowną adaptacją.
"Trzeba sobie jakoś radzić", powiedział baca zawiązując buta dżdżownicą.
poniedziałek, 10 czerwca 2013
Czy można inaczej?
I - albo jest to wynikiem rozpowszechnienia się mojego niepoprawnego optymizmu, albo tak rzeczywiście jest w mojej subiektywnej ocenie świata. I właśnie każdego dnia czuję się jakbym wygrała los na loterii, w końcu z własnych obserwacji jakakolwiek forma obserwowania i analizowania jest dziś przytłumiona i przytępiona przez wszelakie odmiany wynalazków, które rzekomo miałyby tą analizę pogłębić. I tu przypomina mi się pewien cytat z serialu Sherlock - 'Thinking is a new sexy'.
I tu cytat kolejny już, który dosyć znacząco podkreśliłam długopisem w czasie czytania felietonu Jerzego Antkowiaka:
poniedziałek, 3 czerwca 2013
Morte a Venezia
A tymczasem kończę Nagiego Szefa i zabieram się za długo odwlekany moment ze Śmiercią w Wenecji.
poniedziałek, 27 maja 2013
Creature fear
Zasłuchana w delikatne, wysokie i pełne magii dźwięki muzyki Bon'a Iver, słuchając każdego z utworów po kilka razy, zastanawiam się, dlaczego akurat ja miałam to szczęście.
środa, 22 maja 2013
Impossible is nothing.
I'm changing this blog into my diary from studying in Denmark. To help me with loneiness, to help other with fear connected with turning away their previous lives. But generally to show that your infirmity and malaise is mostly as long as YOU want it, nobody else. In the entire life to be ready to change something, to not get bored, to not get too comfortable with it.
I think the human nature is to explore. To find their lines and go behind them. The only limit is the one you set yourelf.
niedziela, 19 maja 2013
Cold bread
Powoli zabieram się za robienie listy wyjazdowego must have/must do, omawiania z bliskimi logistycznego rozpracowania, finansowego zabezpieczenia, planów na życie.
Po tak wykańczającym weekendzie i maturalnym szale przez ostatnie dwa tygodnie, moim marzeniem jest po prostu dobry film, co z chęcią uczynię.
czwartek, 16 maja 2013
Visionary, vision is scary
Dzień ponownie jeden z przyjemniejszych w karierze. I albo obniżają mi się wymagania, albo rzeczywiście te momenty są przepełnione bliżej niezidentyfikowaną magią. Uwielbiam czerpać z nich energię, napawać się ich nieodkrytą wcześniej stroną.
Tymczasem zaczynam odliczać dni
środa, 15 maja 2013
Wszystko to, czym nie chcielibyśmy zostać.
Tymczasem o muzyce. Tak wiele się teraz w moim życiu dzieje muzycznie, że boję się zapomnieć o starociach. Od dekady jużem zakochana w Ericu Satie, a emocje, gęsia skórka na plecach, przyspieszony oddech, mimowolne zamykanie oczu wciąż pozostają identyczne jak sprzed laty. Czy istnieje na świecie choćby kawałek muzyki bardziej poruszającej, niż to? Chociaż minęły lata odkąd poznałam to brzmienie, nadal nie umiem powiedzieć, co ze mną ta muzyka wyprawia. Nie czuję się po niej lepiej, żadnego katharsis ani odrodzenia, wręcz przeciwnie. Smutek, samotność. Bezgraniczna samotność. Ciemność, zmrok, coś niepokojącego.
wtorek, 7 maja 2013
Dwa lata i dwa dni.
Mając przed oczami "przygodę życia", jednocześnie pomyślałam o założeniu bloga, który byłby swoistym łącznikiem między mną, a wszystkimi doznaniami oraz problemami, których bym doświadczała. Dziobak jednak polecił mi, bym tego bloga przekształciła na pamiętnik ze swojej podróży. Tak też zrobię, w końcu ten jest już ze mną od 5 maja 2011 roku, czyli dwóch lat i dwóch dni! Nawet nie wiem, kiedy i jak zleciał taki szmat czasu, kiedy zdarzyło się to wszystko, o czym pisałam, czym dzieliłam się przez ten okres. Tyle historii, filmów, uśmiechów, łez, które poniekąd doprowadziły mnie do tego momentu w życiu. Czyli, czekając na rozwój wypadków, powoli zmierzam w stronę przekształcania strony w coś 'większego'
niedziela, 5 maja 2013
Modigliani
DOSTAŁAM SIĘ NA STUDIA! To jest ta wiadomość, która zdecydowanie powinna stać w pierwszym rzędzie moich wspomnień, i to na długie lata. Jak udało mi się dostać do dosyć prestiżowej szkoły, i to w Danii - nie wiem. Pewne jest to, że już niedługo wyjeżdżam. Rozstanie z doczesnym życiem, rodziną, przyjaciółmi, psem, znajomymi, moim cudownym pokojem, książkami, salonem, sklepem i ciepłą podłogą w łazience będą najtrudniejszymi rzeczami, z jakimi przyjdzie mi się zmierzyć. Zapakować całe życie w walizkę, to brzmi jak niezłe wyzwanie. Dobrze, że zawsze znajdzie się ktoś, kto mi pomoże. Jestem niesamowicie podekscytowana wizją siebie, obcego kraju i egzaminu z życia, na który nie każdy się decyduje.
Od kilku dni co rusz trafiam na zespoły, które natrafiają na taki mój grunt gustowy, że zapuszczają korzenie i nie chcą wyjść. Ciekawe czy to związek na dłuższą metę...
Skończyłam liceum. Jak się z tym czuję? Jak gdyby ktoś przytknął mi do czoła karteczkę z cytatem ze Scarface - Świat należy do ciebie. I co ja mam ze sobą począć?
Love is like oxygen,
love lifts us up to where we belong.
All you need is love.
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
Przedstawienie musi trwać.
Plany na dziś? Trochę nauki, dokończenie rozpoczętego wczoraj Donniego Darko, przesłuchiwanie dwóch albumów Charliego Winstona na zmianę (Hobo i Running Still), napawanie się samotnością i brakiem jakichkolwiek widełek czasowych.
Tymczasem natrafiłam na alternatywny plakat jednego z kultowych filmów, których z pewnością nigdy nie zapomnę. Clockwork Orange, to jest dopiero kawał sztuki...
niedziela, 28 kwietnia 2013
Pitbull
Przy okazji stwierdziłam, jedząc sobie świeże małosolne ogórki i leżąc w łóżeczku, że mi właściwie tutaj dobrze. I na ten moment najlepiej na świecie. Dlaczego ogórki? Bo ich zapach przypomina mi momenty, kiedy będąc u babci, otwierała ona ogromne słoiki z małosolnymi ogórkami właśnie. Taki powrót do przeszłości.
czwartek, 25 kwietnia 2013
Meholalot
Tymczasem generalne przygotowania do matury, która już niedługo ma zamiar się zacząć. Pełną parą, ale bez przesady - i tak świadomość przeciętnych wyników stopuje mnie przed chęcią głębszego poszerzania swojej wiedzy.
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Shame 2011
Takie katharsis odczułam właśnie przed chwilą, gdy wybrzmiały ostatnie nuty końcowego utworu w filmie Shame, Steve'go McQueena. Czytałam o nim wiele opinii, różniących się znacząco. Na co jednak warto zwrócić uwagę, są to kreacje głównych postaci w filmie, które niewątpliwie czarują i oddają stan bezsensowności. Co więc kontrowersyjnego w dziele? Ze względu na seksoholizm trzydziestoletniego Brandona, bohatera utworu, jest on napełniony wręcz scenami erotycznymi. Oczywiście, zawierają swoje piękno niekiedy, i z pewnością nie wydaje mi się, by był to film 'niesmaczny', jak to część internautów określiła.
Nie mam teraz siły, by analizować każdą z postaci grających, ale pewne jest to, że nigdy do końca nie wiemy, komu kibicować. Żaden z nich nie jest oczywiście dobry, oczywiście zły, czy nawet zły - pokrzywdzony, dobry - fałszywy. Każda kreacja jest kilkukrotnie złożona, każda minuta filmu odsłania nowe emocje, nowe dno. Nawet zakończenie jest inne - po prostu go nie ma, a punkt kulminacyjny kończy się o wiele wcześniej niż sam film.
Polecam każdemu o choć szczątkowym poczuciu współczucia, a niekiedy i bezsilności.
sobota, 20 kwietnia 2013
Welcome to the generation spent.
I tak, wspólne przygody z minuty na minutę popadają w zapomnienie, kolejni ludzie gdzieś przypadkowo stają nam na drodze, i przez całe życie chwilami polegamy na kimś totalnie obcym, kto ma ten sam interes. Tylko dlaczego tak trudno mi o nich zapominać? Każdy w jakimś stopniu wpłynął na moją osobowość, wniósł coś, od każdego czegoś się nauczyłam, przejęłam informacje, gesty, humor czy pewne zachowania. To moja słabość, która w relatywny sposób kształtuje część mnie. Everything has a mixed blessing. Ale to doskonale odróżnia mnie od tych, którzy przez życie idą, szybko zapominając o czymkolwiek, co działo się nie będąc w grafiku zajęć.
czwartek, 18 kwietnia 2013
Here we are.
Tak! Telefony już działają, a my, pełne nadziei i nie tracąc fasonu pędzimy niczym wiatr, szkoda, że przez każdy chyba zakamarek Polski, którego nie miałyśmy w planie odwiedzać.
12hrs left.
POLSKO, KOCHAMY CIĘ!
Na szczęście w pociągu panuje względna atmosfera, ludzi nie ma aż nadto, mamy pełne finansowe zabezpieczenie, stan psychiczny też jakoś nieźle, także narzekać mogę tylko na absolutnie niedopuszczalny stan toalet. Dobrze, że wcześniej już byłyśmy mentalnie przygotowane na tego typu "wypadki", a cała nasza podróż podyktowana jest tylko przez humorzasty i kapryśny los.
Pięknie zachodzące słońce towarzyszy nam przy wjeździe do Poznania.
| Czyż ni widać szczęścia wymalowanego nam przez los na twarzy? |
WrocLOVE vol. 2
wtorek, 16 kwietnia 2013
Hello WrocLOVE!
Już całkiem niedługo znajdę się w tym pięknym mieście, z powodu całkiem niekoniecznie wspaniałego, aczkolwiek niesamowicie ważnego wydarzenia.
:) szczegóły wkrótce
wtorek, 9 kwietnia 2013
# expetations
Absolutely can't wait to my next-week trip to the city I've never been to, for couple of days, to the hostel full of foreign people, with a friend I love. It would be like the rain, puryfing me from everything I don't need to carry anymore. And also like the prelude to my future, totally undependent life.
![]() |
| backyardbill.com |
niedziela, 7 kwietnia 2013
Where can I buy happiness?
This weekend was rather special. I've fallen in love TWO times! (I should be more careful, especially that I'm having bad memories connected to falling in love recently, but who cares?). Firstly, there is a British guy, singer whom first time I've heard on the radio station, with good music only (funny, isn't it? Polish GOOD radio :D). Charlie Winston has amazed me so much, that I'm listening to him all day, all night. Maybe that's the reason of my neverended energy those days? He is utterly dazzling! Like an answer of some 'art god' who wanted to show me that life doesn't stop if something went wrong. And that is exactly what I feel while listening to that piece of music.
Secondly, I fell in love with photos taken by Backyard Bill. I hit on his art and suddenly felt that it is actually mine. Absolutely for me. No words to describe.
![]() |
| http://www.backyardbill.com/ |
These two above make me full of... what? Energy, happiness, time, dreams, will and forgiveness.
I wish everybody had the same 'feelings' (?)'. Or things that make ones just happy, for a while or two. Or for ever :)
Cheers!
niedziela, 31 marca 2013
Everything counts
Po raz pierwszy od dłuższego czasu mam problemy z zaśnięciem. Może to reakcja na przeczytaną przed momentem lekturę, Tysiąc dni w Wenecji. Być może dlatego, że zjadłam dziś więcej niż razem przez ostatnie dwa tygodnie. Wreszcie, być może wytłumaczeniem jest zdanie sobie sprawy, poraz kolejny w życiu, że 'niebezpiecznie jest wierzyć w to, że coś trwa wiecznie', życie to poszukiwanie piękna, a sztuka rozprasza samotność, ot co.
Mam nadzieję, że zimowe, lecz jak na ironię kwietniowe powietrze przyniesie mi sen, chęć przetrwania da mi siłę, a pragnienie pozostania kimś niezależnym - odwagę. Z czym, w tym momencie brakuje mi tylko snu, w końcu jest późno, a ja spędziłam absolutnie wyczerpujący dzień pełen jadła i napitku.
Wszelkie sprawy świąteczne w tym roku na bardzo drugi plan. Tak dla odmiany. Lub, jakby to określił mój osobisty tata, z lekką nutką dekadencji.
czwartek, 28 marca 2013
A pain that I'm used to.
Unavailingly...
środa, 20 marca 2013
Will I know
Minie, pewnie, że minie. Byle jak najszybciej. I najlżej. I jak najciszej.
I don't feel like I'm falling, I'm up against the sky,
I said I'd taken it all in to make the good life,
poniedziałek, 18 marca 2013
White Lies
Przeglądając zdjęcia Mariano di Vaio, jego blog, Instagram, z cieknącym nosem i bólem głowy, słuchając Paolo Nutini, próbując zapomnieć. Można? Można! Tak mi się zdaje...
"Ostatnio", całe to ostatnio zeszło się na modułowo powtarzanych do granic wytrzymałości ludzkiej czynnościach, które swoją drogą dawały mi mnóstwo satysfakcji i zabawy.
Nowy pomysł na włosy kiełkujący od kilkunastu dni, dzisiaj nabrał nowego znaczenia. Że teraz, zaraz, bo nie wytrzymam.
Niecierpliwość tyczy się nie tylko włosów, także mojej przyszłości. Oswoiwszy się z maturą i jej komponentami, chciałabym już mieć ją z głowy. Nie tyle dlatego, że się jej boję, po prostu już mi się nie chce. Lekko zadziorne, aczkolwiek lepiej tego nie ubiorę w słowa. Zwyczajnie zbyt dużo o maturze bez matury, co z kolei doprowadziło do przejedzenia się tematu.
Relatywnie to mi dobrze :)
wtorek, 19 lutego 2013
Internal Landscapes
Ostatnio, całe to 'ostatnio' zlało się w jeden moment. Nie oceniam, czy źle to, czy też nie, po prostu niekomfortowo. Nie czuję się na siłach by udźwignąć przyszłość. Dlatego w ogóle nie pozwalam sobie o tym myśleć. Jakieś takie nostalgiczne nastroje wepchnęły się bez pytania w moją psychikę, całkiem wygodnie się tam usadawiając patrzą, jak doskonale zmieniają mnie całą. A mi było dobrze, tak jak zwykło bywać. Prosto, bez polotu i finezji, patosu i kilku określeń pomiędzy.
Coś się dzieje, czuję to w kościach i w powietrzu też.
Czyżby znalazł się Ktoś? Ten Ktoś?
Pan Lec z przekąsem zapewne powiedziałby teraz
Łamana kołem szczęścia.
niedziela, 17 lutego 2013
Moby Dick
A jednocześnie nie pamiętam, kiedy ostatni raz było mi z tym tak dobrze...
wtorek, 12 lutego 2013
Californication.
This place still exists, even though mostly in my memory. I am tightly attached to it, although it has been long years since my last visit there. Primarily because of changing, recent rennovation and totally new atmosphere. It was the place, dark room, where my beloved grandfather was writing and practising his trumpet playing, where I was taught by him the sense of art since I was four.
He was my best friend and I always even after his death, had been coming back to the cabinet with a leather chair, loads of notes, music playing from the player, the massive desk and his glasses laying always not in the place he had left them.
My memories ane slowly vanishing and someday I will realise that this place exists only for a few years more and then will be vagued completely. Now, instead of the cabinet there is just a living room and the desk was replaced by new, super-modern TV. Fortunately, he can't see it.
wtorek, 29 stycznia 2013
Satisfy me.
Tak, choram znów, i nikt nie wie na co. Najprędzej wydaje mi się, że 'na głowę', bo wczorajsze załamanie ze wszelakich radości przerażało. I to nic, że właśnie pożegnałam ludzi, którzy na kilka godzin przynieśli mi ukojenie z samotności, być może zawsze przeraża mnie powrót do rzeczywistości.
Czy to wszystko, co chciałabym zakomunikować? Wydaje mi się, że mam milion słów do ułożenia w chorej głowie, tylko po to, żeby się wykrzyczeć (klawiaturowo, bo gardło aktualnie nie domaga).
poniedziałek, 28 stycznia 2013
The Cigarette Duet.
"Kto to ryzykuje – nie ma odwagi.
Kto tego nie ma czuję się dobrze.
Kto to ma jest skrajnie biedny.
Kto odniósł sukces – ten zostanie zniszczony.
Kto to daje – jest twardy jak głaz.
Kto to kocha – zostaje sam."
| Już niedługo o... |
sobota, 26 stycznia 2013
The story.
niedziela, 20 stycznia 2013
Prom.
Najwspanialsza studniówka świata!
To była naprawdę niesamowita noc, pełna tańców, radości, zabawy i alkoholu.
Niezapomniana noc, niezapomniane wrażenia.
sobota, 12 stycznia 2013
Hope.
środa, 9 stycznia 2013
Lover of the light.
Melodia, z którą spędzam ostatnie noce czekając. Na kogoś, na coś, czego zdefiniować nie potrafię, ale świetnie wychodzi mi o tym śnicie, marzenie, rozpływanie się w czeluściach nieodkrytych przestrzeni. Coraz częściej zdarza mi się popadać w limbo, wznosić się ponad wszystko, zawieszać, trwać w otchłaniach i śnić. Przy bólu i niepamięci, przy tęsknocie za pięknem, pamięci o tym, czego jeszcze nie było.
Pragnę, by było jak jest. Zawsze, kiedy wyłapię jakiś dobry okres życia, humor psuje mi tylko świadomość, ze to zaraz, za chwileńkę, za ułamek sekundy zniknie zostawiając mnie na zawsze z najokropniejszą wersją samej siebie. Ale to trwa, doprowadzając mnie - niepewną - do szału.
niedziela, 6 stycznia 2013
Wszystko, co kocham.
Tak to wyglądało w piątek w nocy (weekendowe plany :D):
Prawie wszystko już dzisiaj za mną, po około 20 kubków kawy, kilkunastu ciastkach (bleee), pizzy i 3l wody. Witaj, egzaminie dojrzałości!
środa, 2 stycznia 2013
Incommunicado.
Call it synchronicity, call it Deja Vu








.jpg)




