poniedziałek, 26 grudnia 2011

Jak Feniks z popiołów powstaniesz.

-Jeżeli miało by być tak, że skończymy tutaj na zawsze razem. Co wtedy? Bo wiesz... to nie jest takie proste, kiedy ma się całe życie przed sobą. Kiedy wiesz, że wszystko ucieka jak wtedy. Uwierzę, że ma ono to do siebie, że jest nic niewarte, że wszystko to tylko czyiś wymysł. Ale dlaczego mam wierzyć, że jesteśmy tutaj tylko po to, aby smakować wszystkiego, kochać się w najlepszym i pragnąć odmienności?
-Małostkowość, moja droga. Przestań zamartwiać się rzeczami, którymi wielu probowało się zająć, jednak nikomu się nie udalo. Dlaczego? Bo to ludzie wymyślili takie coś, jak uczucia, pragnienia i lęki. A to, co ludzkie na zawsze pozostanie najbardziej niezrozumiałe.


Obejrzałam dzisiaj zaległe odcinki Dr Housa, Dynastii Tudorów. Odwiedziłam Babcię. Przeczytałam tyle, ile zaplanowałam. Teraz przede mną cała noc na kolejne plany i planiki.
Zawirowania, zawirowania, zawirowania. Nigdy nie byłam tak świadoma jak teraz. Nigdy mnie do czegoś nie ciągnęło tak, jak teraz. Nigdy nie pisałam z taką pasją, jak właśnie w tym momencie mojego życia. Czy to mnie cieszy? Pewnie tak, może nie. Nie jestem pewna, skąd to się wzięło i czy będzie już tylko lepiej lub tylko gorzej. Zobaczymy po tym tygodniu, czy było warto wprowadzać tak odważne decyzje w życie.
Nie mogę się już doczekać.




Jeżeli miałabym wybrać najlepszych aktorów ciekawych lat 80' to jednym z nich z pewnością byłby Martin Sheen. Długo mi zajęło, by zauważyć, jak bardzo podoba mi się styl jego gry. Ale ważne, że w końcu się udało:)

niedziela, 25 grudnia 2011

Love actually is... all around.

Poznałam właśnie przepis na najlepiej spędzony czas.
Spontaniczność! Nic nie zastąpi nam pieczołowicie przygotowywanych planów tak bardzo, jak ona. No i niebanie się nowości. Dzięki temu, z nudnej Wigilii i dzisiejszego dnia zamiast rzeczywiście ''nudnie'', było świetnie.

Święta, oprócz tony jedzonka, fajnych filmów oglądanych w przerwach w jedzeniu, wspólnym śmiechu i zabawach kojarzy mi się także z pojednaniem, pogodzeniem, pokojem, miłością. Jak w moim ulubionym, nie tylko świątecznym filmie Love Actually.


Zapowiada się ciekawy i ciężki tydzień. I nie tylko dlatego, że już zapowiedziałam swoją wizytę na okolicznych lodowiskach, aby spalić trochę dzisiejszej 'Kaczki nadziewanej jabłkami z żurawiną', ale aby pobyć trochę czasu wśród ludzików. No i poszukiwania sylwestrowej kreacji. Właściwie, już wiem co chcę. Wiem, jak to wygląda. Wiem, dlaczego to będzie piękne. Nie wiem tylko, gdzie to dostać.
W czwartek zaproszenie do Ucha (rzeczywiście ciężki tydzień) i co najmniej trzy książki do przeczytania.
Ale tak właśnie lubię. Tak mi jest najlepiej.








MIŁEGO WIECZORU :)


piątek, 23 grudnia 2011

Suspicious mind.

świeczki na parapecie - są
kadzidełko - jest
cały pokój wypełniony cudownym zapachem
czego? mieszaniną różnych różności, z pozoru niemających żadnych powiązań
jakich? Pronto, taki środek odkurzający. świeczki, na pudełku których widniał zachęcający zapach Christmas Tree. kadzidło o zapachu Moonshine, od lat moje ulubione.zapach świeżego, mroźnego powietrza. no i najważniejsze - zapach radości

Do tego cudowny widok zza okna, który już niedługo stracę. A szkoda, bo dopiero od niedawna go pokochałam. Teraz, przyprószony odrobinką śniegu, z wystającymi zielonymi kępkami trawy i rzadko już spotykaną starą, zabytkową szopą wygląda przebajecznie. Aż chce się siedzieć przy oknie i patrzeć.

Z wielkim wysiłkiem próbuję wygarnąć z głowy świąteczną atmosferę. I - co więcej - udaje mi się. Jakoś mi lepiej, kiedy całą rodziną nie biegamy z kąta w kąt, aby jak najlepiej przygotować siebie, dom, psa i wszystkiego co dookoła na święta. Pierwszy taki okres w życiu. Żadnej pogoni za prezentami, zakupów. Żadnych zmartwień, co założyć, co zjeść, co powiedzieć. Materialna idea w tym roku poszła do spania. Pozostaliśmy tylko my i strojenie prześlicznej, tradycyjnej choinki w rytmach Elvisa Presley'a.




poniedziałek, 19 grudnia 2011

Kolęda dla nieobecnych.



Udany, acz niesamowicie męczący weekend. Jednym słowem - bajka, to, co uwielbiam najbardziej. Mnóstwo zajęć, nietracenie czasu na głupoty, książka o Hunie i świetne przepisy na życie spisane w kilkunastu prostych zdaniach. Jestem niewyobrażalnie wymęczona sama nie wiem po czym nawet. Ale to i dobrze. W końcu niedługo święta, czyli odpoczynek.

piątek, 16 grudnia 2011

There was just a lipstick on the glass.


 Niesamowicie spędzony tydzień. Od poniedziałkowej 'wycieczki', po równie zwariowany piątek. Nie pamiętam dnia, abym tak bardzo się naśmiała, jak właśnie dzisiaj.

Nic innego dodawać chyba nie muszę. Jutro Asiakowe Opowiastki przy tzatziki, chipsach i pepsi. Impreza zeszłotygodniowa wypadła tak wspaniale, że do dzisiaj sobie o niej myślę. Do tego mile spędzony czas w szkole, robienie milionów rzeczy, które mi się nie przydadzą no i myślenie o świętach, które niewątpliwie są już gdzieś pośród nas. W tym roku totalnie ominęłam ten temat. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że ilekroć o nich myślę, cały czas mam wrażenie, że jeszcze nie teraz. Jeszcze nie czas na święta, bo nie jestem na nie gotowa. Dlatego szaleć nie będę, ale spokojnie i miło, i przyjemnie i w dobrym towarzystwie chętnie pobędę. No, jak to w święta bywa.


Wybywam teraz, aby ułożyć sobie swoje marzenia i pragnienia, które gdzieś tam z tyłu głowy kołaczą, aby im otworzyć. Nie będę im przecież długo kazała czekać. 
No i dziękuję Dziobakowi (wiem, że to czytasz!:D), za zdjęcia, za dzisiejszą fizykę. Specjalnie dla niej:
CO JA DZIĘKUJĘ. 
adieu.


























czwartek, 15 grudnia 2011

Chciałbyś być kloszardem.

Opuszczony, niechciany, głupi. 
Nielubiany, nierealny, smutny.
Żałosny, pompatyczny, despotyczny. 
Przykry, zły, rozczarowujący.
Nieprawdziwy, niesprawiedliwy, sponiewierany.


Bycie w związku z samym sobą to naprawdę trudna sprawa jest.



Jadąc do szkoły słuchałam właśnie tego. Surowy, polski, dobry, genialny blues.
Nalepa to jednak jest gość. Uwielbiam dźwięki jego nieokrzesanego głosu rano. Ot, takie przyzwyczajenie sprzed wielu lat.



Chciałbyś być kloszardem
Pod mostami spać
I nie mieć nic

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Thanksgiving



Mam dobry humor, biorąc pod uwagę niedawne wydarzenia. Zbyt dobry humor jak na dzisiejsze wydarzenia. Nie wiem co się dzieje, ale może tak zostać!:) I nie zapowiada się na to, żeby było gorzej.
Jutro mikołajki, dziwaczny dzień, bo ni to święta, ale jednak czuje się już ich czar. Już nawet pogodziłam się z tegorocznymi porządkami, przecież wspaniale jest usiąść sobie w czyściutkim pokoju, zjeść trochę świątecznego ciasta i powiedzieć: ach, jak tu wspaniale.

W jednej z ostatnich kartek pocztowych ze stanu Tennessee, pewna osoba napisała mi, że niedawno obchodzono w USA 'Thanksgiving', czyli Dzień Dziękczynienia. Odbywa się z tego powodu wielka feta, ludzie dziękują sobie nawzajem, dziękują Stwórcy albo w kogo tam wierzą o cokolwiek i o wszystko. Ona była wdzięczna za to, że żyje. A my za co bylibyśmy wdzięczni? Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Pewnie o to, że mam dla kogo i po co żyć. Trudno byłoby mi to określić w jednym słowie czy nawet zdaniu. Wydaje mi się, że taki dzień pomaga im zrozumieć co to wdzięczność.



Znalazłam już powód, dlaczego zdarza mi się być ospała przez czas po przyjściu do domu. Otóż, ostatnimi czasy wypijałam hektolitry herbaty, która (i co odkryłam dopiero dzisiaj) działa usypiająco! Dlatego herbatki tylko na noc, a jak na razie wielki come back to coffee. Latte, niemieszane. 

Dodałabym tu jeszcze filmy, i absolutnie mogę się zgodzić!:)

sobota, 3 grudnia 2011

Let it be.





Dawno zastanawiałam się już, co by tu napisać. Tak naprawdę niewiele się działo przez czas, kiedy tutaj nie zaglądałam. Obejrzałam kilka nowych filmów, przeczytałam książkę i jestem w trakcie drugiej. Nie mam więc czasu, aby się nudzić. Czasami brakuje mi tylko rozmowy. Wszyscy są przeogromnie zajęci, a ja chcę tylko miłej rozmowy.


Nie mam już siły, żeby w ogóle pomyśleć o tym, po co mam to wszystko robić. Kompletnie ogarnęły mnie sidła bezsilności, bezsensowności, smutku i patrzenia w wątpliwą przyszłość. I nawet nie chce mi się uprawiać samoganienia za narzekanie.


Ba, tak jest lepiej.