wtorek, 29 stycznia 2013

Satisfy me.

Całkiem poważnie zauroczona Anathemą marznę, siedząc w pokoju z otwartym oknem, co to wszystkie zarazki i zaduch wynieść powinno. Z tym, że ja chyba musiałabym wyjść osobiście z tego pokoju, sama nie wiem.

Tak, choram znów, i nikt nie wie na co. Najprędzej wydaje mi się, że 'na głowę', bo wczorajsze załamanie ze wszelakich radości przerażało. I to nic, że właśnie pożegnałam ludzi, którzy na kilka godzin przynieśli mi ukojenie z samotności, być może zawsze przeraża mnie powrót do rzeczywistości.

Czy to wszystko, co chciałabym zakomunikować? Wydaje mi się, że mam milion słów do ułożenia w chorej głowie, tylko po to, żeby się wykrzyczeć (klawiaturowo, bo gardło aktualnie nie domaga).








poniedziałek, 28 stycznia 2013

The Cigarette Duet.

"Czemu światła nie widać w świetle, tylko w ciemności?"

"Kto to ryzykuje – nie ma odwagi.
Kto tego nie ma czuję się dobrze.
Kto to ma jest skrajnie biedny.
Kto odniósł sukces – ten zostanie zniszczony.
Kto to daje – jest twardy jak głaz.
Kto to kocha – zostaje sam."

Zakochana w Instytucie Benjamenta (no i w Marku Rylance, rzecz wiadoma).























Już niedługo o...

sobota, 26 stycznia 2013

The story.



Ewan miał już dość bycia ofiarą. Pomimo, iż chyba tylko on sądził, że nią rzeczywiście jest, próbował zamienić się w każdego pojedynczego człowieka na ziemi. Brutalnego, bez moralności i zasad. Bez przerwy rozmyślał o tym, jak ze zwykłego, spokojnego chłopaka stać się „kimś”. Czyżby miał jakieś kompleksy? Tak naprawdę, chciał nauczyć się żyć według określonych zasad. Ba, te zasady już po pewnym czasie wessały jego delikatny charakter, swobodę wypowiedzi i pozytywne usposobienie. Wyobrażał siebie jako przyszłą osobę na stanowisku, menagera, prawnika, czy nawet prezesa banku. Wczytywał się w każdych kilka linijek tekstu wychwalających nowoczesny tryb życia, choć tak naprawdę nikt tego nie doświadczył. Czyżby po prostu miał dosyć smutnego życia prowadzonego z dala od cielesnych uciech, które stanowiły jedną z najważniejszych w jego wyidealizowanym świecie. Za to uwielbiał te bardziej wymagające, co po jakimś czasie zrobiło z niego całkiem niezłego myśliciela. Oczywiście nie na miarę Konfucjusza, ale przecież to samo przyjdzie. I jak na „dorosłego” człowieka przystało, Ewan już w krótkim czasie mógł pochwalić się niezliczoną ilością ukrytych gdzieś głęboko w jego umyśle scenariuszy życia perfekcyjnego. I ażeby za bardzo go nie szufladkować, Mężczyzna, jako człowiek pewny swojej erudycji uzyskał efekt całkiem podobny do zamierzonego. Jako „jeszcze doroślejszy” spełniał jedno po drugim swoje marzenia, by w końcu dojść do takiego punktu, który często pokazywany w filmach lub powieściach jako punkt zwrotny. Otóż, wcale tak nie było. On nie z nudów  przecież, bo miał większość rzeczy których pragnął. Bynajmniej było to zmęczenie, a tym bardziej znużenie życiem. Co go do tego zmusiło? I aż śmiać się chce, jeżeli odpowiedzią było uczucie. Powierzchowne, niezbyt dokładnie określone, teraz pewnie nazwałoby się to miłością. To uczucie, wrażliwe i tępe, do nieznanej istoty raz na zawsze zmieniło jego ugruntowany światopogląd. Wciąż, raz po raz, zadając sobie pytanie dlaczego właściwie go to dopadło szukał także odpowiedzi do kogo to uczucie było skierowane. Głowił się nad tym przez niezliczoną ilość godzin i prawdę mówiąc, był nieźle tym zasmucony.
I tak kroczył przez kolejne lata, wciąż nie odnajdując odpowiedzi na pytanie, które postawiło mu życie. Szukał zażarcie, myśląc, że miłość to uczucie, które czuć powinno się do ludzi, zwierząt, no, ewentualnie martwych, bez uwzględnienia ustanowionego prawa. On wszakże miłość czuł do książek, swojego roweru i swojego ulubionego filmu. Do czasu, oczywiście.









Takie oto opowiadanie wypłynęło bezboleśnie z mojej głowy  7 października 2012 roku, ukrywając się jak dotąd skutecznie. Przeczytawszy to po raz pierwszy w życiu odniosłam wrażenie, że to jakby wcale nie moja pisanina. A jednak.

niedziela, 20 stycznia 2013

Prom.


Najwspanialsza studniówka świata!

To była naprawdę niesamowita noc, pełna tańców, radości, zabawy i alkoholu.


Niezapomniana noc, niezapomniane wrażenia.

sobota, 12 stycznia 2013

Hope.

"Ukradnięte" postanowienie noworoczne -

"I want to think more, feel more, see more and do more than ever."


Weekend zaczęty przyjemnie już wczoraj, dzisiaj powrót do priorytetów - historia i matematyka. Chyba zacznę od tego drugiego, zwłaszcza, że jakoś mam mniejszą pewność co do mojej wiedzy. 

Studniówkowa sukienka odebrana. Uwielbiam jej delikatny materiał, miękkość, wytworność i cudowne ułożenie przy każdym ruchu. Długa, nietypowa, niecodzienna. Mam nadzieję,że uda mi się przechwycić choć odrobinę mojego stylu do całej stylizacji.


Zakochałam się w tym zdjęciu...

środa, 9 stycznia 2013

Lover of the light.



Melodia, z którą spędzam ostatnie noce czekając. Na kogoś, na coś, czego zdefiniować nie potrafię, ale świetnie wychodzi mi o tym śnicie, marzenie, rozpływanie się w czeluściach nieodkrytych przestrzeni. Coraz częściej zdarza mi się popadać w limbo, wznosić się ponad wszystko, zawieszać, trwać w otchłaniach i śnić. Przy bólu i niepamięci, przy tęsknocie za pięknem, pamięci o tym, czego jeszcze nie było.
Pragnę, by było jak jest. Zawsze, kiedy wyłapię jakiś dobry okres życia, humor psuje mi tylko świadomość, ze to zaraz, za chwileńkę, za ułamek sekundy zniknie zostawiając mnie na zawsze z najokropniejszą wersją samej siebie. Ale to trwa, doprowadzając mnie - niepewną - do szału.

niedziela, 6 stycznia 2013

Wszystko, co kocham.

Cały weekend spędzony z książką na kolanach, biurku, w rękach, gdziekolwiek byleby przed oczętami. Jestem z siebie niesamowicie dumna! Historia, matematyka, WOS, angielski, wszystko co chciałam - zrealizowane. Teraz tylko dokończę kilka zagadnień z historii na jutro, pobawię się matematycznymi zadaniami i zmykam do oglądania filmów.

Tak to wyglądało w piątek w nocy (weekendowe plany :D):
Prawie wszystko już dzisiaj za mną, po około 20 kubków kawy, kilkunastu ciastkach (bleee), pizzy i 3l wody. Witaj, egzaminie dojrzałości!

środa, 2 stycznia 2013

Incommunicado.

Nieustannie w głośnikach Incommunicado, w głowie pustka, na biurku historia i matematyka, na komuikatorze kilka osób. Boję się, że wszystko jakoś jeszcze bardziej się złoży, dosyć niespodziewanie krzyżując mi plany.

Sometimes it seems like I've been here before 
when I hear opportunity kicking in my door
Call it synchronicity, call it Deja Vu 
I just put my faith in destiny -- it's the way that I choose


Sylwestrowy szał już za nami. Na szczęście, bo to zrujnowało stan mojego zdrowia doszczętnie, do teraz nie pozwalając mi funkcjonować z energią, którą bym chciała mieć. Co najważniejsze - impreza udana, obrażenia dostateczne, nowe znajomości, czyli zaliczam do udanych. Do tego okazyjnie kupiona bluzka z Top Secret. Dziwne, że akurat stamtąd, bo na kilka dobrych lat rozstałam się z tym sklepem, a tu nagle coś w moim stylu. No skoro tak...

W tym roku postanowienia noworoczne to przede wszystkim ich brak. Są tylko marzenia, których istnienie nie determinuje powstania jakichkolwiek. Bo te pozostaną, a postanowienia umrą, zduszone w natłoku fałszywych myśli mających podstępnie je zabić.