Ewan miał już dość bycia ofiarą. Pomimo, iż chyba tylko on sądził, że nią rzeczywiście jest, próbował zamienić się w każdego pojedynczego człowieka na ziemi. Brutalnego, bez moralności i zasad. Bez przerwy rozmyślał o tym, jak ze zwykłego, spokojnego chłopaka stać się „kimś”. Czyżby miał jakieś kompleksy? Tak naprawdę, chciał nauczyć się żyć według określonych zasad. Ba, te zasady już po pewnym czasie wessały jego delikatny charakter, swobodę wypowiedzi i pozytywne usposobienie. Wyobrażał siebie jako przyszłą osobę na stanowisku, menagera, prawnika, czy nawet prezesa banku. Wczytywał się w każdych kilka linijek tekstu wychwalających nowoczesny tryb życia, choć tak naprawdę nikt tego nie doświadczył. Czyżby po prostu miał dosyć smutnego życia prowadzonego z dala od cielesnych uciech, które stanowiły jedną z najważniejszych w jego wyidealizowanym świecie. Za to uwielbiał te bardziej wymagające, co po jakimś czasie zrobiło z niego całkiem niezłego myśliciela. Oczywiście nie na miarę Konfucjusza, ale przecież to samo przyjdzie. I jak na „dorosłego” człowieka przystało, Ewan już w krótkim czasie mógł pochwalić się niezliczoną ilością ukrytych gdzieś głęboko w jego umyśle scenariuszy życia perfekcyjnego. I ażeby za bardzo go nie szufladkować, Mężczyzna, jako człowiek pewny swojej erudycji uzyskał efekt całkiem podobny do zamierzonego. Jako „jeszcze doroślejszy” spełniał jedno po drugim swoje marzenia, by w końcu dojść do takiego punktu, który często pokazywany w filmach lub powieściach jako punkt zwrotny. Otóż, wcale tak nie było. On nie z nudów przecież, bo miał większość rzeczy których pragnął. Bynajmniej było to zmęczenie, a tym bardziej znużenie życiem. Co go do tego zmusiło? I aż śmiać się chce, jeżeli odpowiedzią było uczucie. Powierzchowne, niezbyt dokładnie określone, teraz pewnie nazwałoby się to miłością. To uczucie, wrażliwe i tępe, do nieznanej istoty raz na zawsze zmieniło jego ugruntowany światopogląd. Wciąż, raz po raz, zadając sobie pytanie dlaczego właściwie go to dopadło szukał także odpowiedzi do kogo to uczucie było skierowane. Głowił się nad tym przez niezliczoną ilość godzin i prawdę mówiąc, był nieźle tym zasmucony.
I tak kroczył przez kolejne lata, wciąż nie odnajdując odpowiedzi na pytanie, które postawiło mu życie. Szukał zażarcie, myśląc, że miłość to uczucie, które czuć powinno się do ludzi, zwierząt, no, ewentualnie martwych, bez uwzględnienia ustanowionego prawa. On wszakże miłość czuł do książek, swojego roweru i swojego ulubionego filmu. Do czasu, oczywiście.
Takie oto opowiadanie wypłynęło bezboleśnie z mojej głowy 7 października 2012 roku, ukrywając się jak dotąd skutecznie. Przeczytawszy to po raz pierwszy w życiu odniosłam wrażenie, że to jakby wcale nie moja pisanina. A jednak.
poczułam zapach porannej fioletowej gumy airways kiedy to czytałam,bez jaj !
OdpowiedzUsuńnie bez powodu, tylko taką przecie żuję :)
OdpowiedzUsuń