niedziela, 29 maja 2011

Drove my chevy to the levee, But the levee was dry.

Tak, wiem, zapuściłam tego bloga. Ale. Ale. Ale Nawet nie wiem dlaczego. Nie ma żadnego usprawiedliwienia. Jakiś kryzys wdarł się w moją zaleniwioną duszę. A może to dlatego, że nie mam o czym pisać? W piątek byłam na imprezie osiemnastkowej Eweliny. Na początku podchodziłam do tego sceptycznie (nikogo nie znam), ale kiedy już tam poszłam, poznałam i spotkałam starych znajomych, zrobiło się przyjemniej. Ostatecznie przeżyłam kilka wspaniałych godzin z równie wspaniałymi ludźmi, dowiedziałam się, co to jest 'czeczot' i poszłam do domu. Na szczęście sobotni hang over przeszedł spokojnie, niegroźnie i nieinwazyjnie. Podobała mi się również moja kreacja, czyli skromna, czarna sukienka z 'bufkami', firmy New Yorker(ogłoszony przeze mnie najgorszym sklepem z ciuchami), czarne spodnie z H&M, szarą marynarką z Carry i panterkowymi bucikami z H&M. Do tego smokey-eye i wspaniały irokez. W piątek również ścięłam sobie włosy i dziękuję pomysłowi p. Bożence, która boki ścięła mi tak krótko, że widać naturalny kolor. Lubię nowości, uwielbiam je i czuję, że bez nich nie przeżyłabym ani dnia.



Chciałabym już wakacje. .Nawet wstając o 5:30, żeby obejrzeć sobie Kuźniara w Poranku 24 a później spędzać 8h w sklepie. I myśl o tym, że zaraz szkoła. A potem znowu wakacje. I bycie pełnoletnim, który oznacza ogromnym kluczem do wolności. No, wolnosieńki, bo w końcu co za wolność z rodzicami. Ale już nikt nie powie: zabraniam ci jechać, albo jesteś na to za młody, albo jak będziesz pełnoletni, to... 
Rozważania pokrzywdzonej nastolatki... No jasne, że gdy będę miała dzieci, będę się o nie troszczyła tak samo jak moi rodzice o mnie, więc po co narzekać? Cóż, taka ludzka natura.

Tymczasem pozdrawiam i polecam Tomka Makowieckiego i jego przeróbkę Kylie Minogue (nie ujmując jej niczego, Tomek wygrał z nią, robiąc lepszy cover), Can't Get You Out of My Head. Polecam;)

poniedziałek, 23 maja 2011

Telefony w mojej głowie.

Ale świetny weekend. Jasna cholera, nawet nie wiem czy mam się z niego cieszyć.
Nie mam pojęcia, o czym by tu napisać. Naprawdę. Kompletny brak rozeznania. Poczekajmy na później.

Muchy - Galanteria



czwartek, 19 maja 2011

Qu'est-ce que c'est?

Brawo, brawo, brawo, brawo!
Jeszcze nigdy nikt tak mnie nie potraktował. Uważam to za życiową porażkę, mimo, iż to tylko mała błahostka.
Teraz jest mi okropnie, źle, bo sama sprowokowałam tą sytuację. A może nie? Właściwie, to jest ich kilka. Kilka płaszczyzn, na których poległam, a one wszystkie razem walą mi się na plecy i sprawiają, że mam ochotę wyjść i nie wrócić przez bardzo długo. Co zrobić? CO ZROBIĆ?! "Olać", zostawić jak było, samo sobie. Albo zaangażować i się zmienić, aby nigdy więcej tego nie doświadczać. A może mam udawać, że nic się nie stało? Lub też użalać się nad sobą. Nie wiem jaka odpowiedź jest prawdziwa, wiem tylko, że to ściąga mnie w dół i w dół powodując niebezpieczne docieranie do dna. E tam. Jestem zbyt mało znaczącą osobą, aby ktokolwiek miał wobec mnie jakiekolwiek zamiary. I nie lubię ludzi, którzy uważają, że oni jednak są. Cudowni, niepowtarzalni, autentyczni. Ciekawa jestem tylko co będzie, kiedy za kilka lat spotkamy się, choćby przez przypadek i porozmawiamy. Czy życie tego nie zweryfikuje? Czy w pracy, będąc na najniższym jej szczeblu przez pierwsze lata nie doświadczy upokorzeń? Cieszę się z życia, ale powoli zaczyna mnie ono wkurwiać. I nawet gdzie na imprezę nie ma pójść, bo się boję. Chciałabym się na chwilkę wyrwać, zrobić coś niecodziennego.

Koniec narzekania!! Włączamy pogodną muzykę, jemy coś pysznego, myślimy o pozytywnych rzeczach i zostawiamy zmartwienia daleko w tyle. I olewamy ludzi fałszywych. Choćby to byli ostatnimi na świecie.
Pogoda jest przecież piękna, wszyscy pełni energii. Jest cudownie:)


środa, 18 maja 2011

Będziemy piękni, jak dawniej...

Cały dzień słucham 'Maszynki do ćwierkania', Mozila. Zakochałam się w tym banalnym tekście, akordeonowym podkładzie i jego głosie.
Cieszę się, że to już początek końca. Końca roku szkolnego, zmartwień, problemów, obowiązków, smutków, przykrości. Mam już dość szkoły, nie umiem przez tyle lat robić jednej, nudnej rzeczy. Dzień w dzień, miesiąc po miesiącu idziemy do przodu stojąc w miejscu. Bo w szkole nie uczą, jak kochać. Nie uczą jak pomagać innym, szkoła nie uczy wrażliwości, natchnień, inspiracji. Szkoła uczy mechanicznego myślenia standardami a uczeń to tylko kolejna bezmózga jednostka, bezwartościowa, której spokojnie można zniszczyć przyszłość. Przecież i tak jej nie ma. Żadnej szkoły nie wspominam dobrze, chociaż nie powiem, że tam źle się czułam. Nigdzie nie spotkałam kogoś wyjątkowego. Byli ludzie, którzy się za takich uważali, ale ja tego nie potrafiłam dostrzec.
Szkoła to zdecydowanie nie jest miejsce dla uczniów. Jak zatem powinniśmy się uczyć? Za pomocą doświadczeń. Ciekawych lektur. Muzyki.











Iluzjonista. Baśniowa opowieść o miłości zakazanej. Zakończenie mnie rozczarowało, bo wydaje mi się, że o film wypadłby o wiele lepiej z bardziej 'dramatycznym'. Ale nie każdy lubi smutne filmy.  Tak czy inaczej warty zobaczenia, bo Edward Norton zagrał tu całkiem dobrze. 

Dlaczego niektórym ludziom dobrze jest we wszystkim? Nortonowi dobrze z potężnym zarostem, w następnym filmie z ulizanymi włosami, w następnym jako dealer narkotyków. To kwestia dobrych aparycji, czy może całkowitej akceptacji siebie? A może jedno i drugie? Człowiek, który dobrze czuje się we wszystkim sprawia wrażenie, jakby to mu pasowało. Dlatego myślimy, że mu w tym dobrze. Trudno jest zaakceptować swój wygląd. Każdy ma jakieś kompleksy, niektórzy więcej, niektórzy mniej. Mówimy takim osobom: 'nie martw się swoimi grubymi nogami, przecież każdy jest inny, a one nie wyglądają aż tak źle'. A tymczasem, widząc osobę, która nie wygląda jak my, mówimy o niej same najgorsze rzeczy. Żeby się dowartościować? Pewnie tak. Ale przeważnie ci, którzy nie chwalą się swoim ciałem, mają o wiele więcej do powiedzenia. I to sobie cenię - zasobną głowę. Dowcip, wiedzę, pomysły, serdeczność wobec innych. Nie odwracajmy się od innych, bo są inni. Niedługo my sami możemy się nimi stać. Jak w 'Obywatelu Milku', 'Jak pozwolisz, by choć jednemu człowiekowi odebrano jego prawa, to nie będziesz miał żadnych praw, gdy przyjdą je odebrać tobie!'




Słuchamy Blind Melon - No rain

wtorek, 17 maja 2011

Englishman in New York

Dzisiaj był ciężki dzień. Stresogenny. Najpierw kartkówka z biologii, z której dostałam 6 (sic!), późnej sprawdzian z matematyki, którego i tak nie było. Z racji lekcji szybciej skończonych wraz z Julią udałyśmy się na poszukiwania ciuchów w lumpkach. Znalazłam świetny sweter z H&M za 12zł. Potem lasagne w DaGrasso i tak się złożyło, że moi rodzice wybierali się akurat na zakupy, więc z największą przyjemnością zabrałam się w nimi. No i widać, opłacało mi się. Zakupiłam sobie nowe spodnie i buty (też H&M) oraz wybrałam buciki na wesele. 
Warto robić zakupy w lumpeksach. Nigdy się tego nie 'brzydziłam', jak niektóre osoby. Ba, wręcz uwielbiam, kiedy w moje ręce wpadnie jakaś perełka. I tym razem się udało. 



 Zdjęcia jakieś tam zaplątane, stare, baaardzo stare. Przez te kilka miesięcy zmieniło się więcej niż w ciągu całego mojego życia. To był szok. Ale dobry szok, bo nie można przez całe życie myśleć, że ludzie są dobrzy. Kiedyś trzeba zetknąć się z tymi złymi. Albo po prostu niedojrzałymi.



 Kończę na dzisiaj, nie napisałam nic konstruktywnego, ale jestem zbyt zmęczona aby to naprawić. 


 Powodzenia z Waszymi marzeniami! Moje się spełnią. Kiedyś.










Polecam: Eric Clapton - Layla.

poniedziałek, 16 maja 2011

No ładnie... jutro poprawa tej matematycznej cholery pod tytułem trygonometria, Kuba siedzi nad zadaniami a ja patrzę na nie i pytam się: 'Co to do cholery ma być???!!!'. Zaraz też wpada Mirelka z Rafałem, na obiad, co niezbyt mi się uśmiecha, oczywiście z powodu matematyki. No nic, ważne, że i tak mam niezłe oceny, jak na matematycznego półgłówka.

Wczoraj pierwszy raz zasiadłam za kierownicą. Było NIESAMOWICIE. Nie wiem dlaczego, czułam się jakoś lepiej, panując nad tym ciężkim potworem a który posłusznie ulegał. Świetne uczucie, szczególnie, że Michał okazał się cierpliwym nauczycielem, a ja zdolnym uczniem. Niecierpliwię się do następnego razu. Dzisiaj byłam na poszukiwaniach butów, co okazało się prawdziwą męką, ponieważ koniecznie musieli wykraść mi wszystkie numery 38. Wybrałam platformy, a niech mnie. Najwyżej je przebiorę.



Przypomniałam sobie właśnie o sprawdzianie z biologii. Dlaczego wszystko zawsze muszę robić na ostatnią minutę? Taka już moja natura, a przecież nie lubię być nieprzygotowana. Nie lubię też się spóźniać, bo to oznacza brak szacunku. Co innego z powodu korków czy innego losowego zdarzenia. Krew mnie zalewa jak pomyślę sobie, że dzisiaj od godziny 11 leżałam, spałam, oglądałam Gwiezdne Wojny, czyli jednym słowem wszystko, byle się nie uczyć. A teraz panika. Kiedy ja wreszcie dorosnę? Może za 10 minut, może za 50 lat. Tylko czekam na ten moment.

Znalazła raz pewna pani
aparat do bani,
sentymentem wzruszona
wzięła go w ramiona i...
I czule do niego rzekła:
'Ty jesteś rodem z piekła,
a ja jestem rodem z nieba,
nic więcej nie potrzeba,
nic więcej nam nie potrzeba.

Ty jesteś starym gratem
ja Cię naprawię zatem,
zmienię Ci obudowę
i włożę części nowe i...
I będziesz piękny, jak dawniej
i będziesz działać sprawnie,
znów pokażesz klasę
i zaświergolisz czasem,
a ja Cię wsadzę w klatkę...
bys nie odleciał przypadkiem.

Będziemy piękni jak dawniej,
będziemy działać sprawniej

Czesław Śpiewa. Słyszę gościa pierwszy raz, a już mi się spodobał. No i najlepsze, gra na akordeonie. Polecam, przynajmniej tą jedną piosenkę, którą już znam.




Keane - Everybody's changing

niedziela, 15 maja 2011

mam ciebie w roztańczonej krwi w zębach nitkami nerwów związanych w supeł

Krwawa niedziela. Niedziela zniszczeń. Niedziela ponura, dnia przespanego, błagająca o jej koniec. Mam nadzieję, że uda mi się zrobić postępy co do jazdy samochodem Michała, który to miał mnie dzisiaj poduczyć. Cóż, kochana Yarisko, kochani mieszkańcy mojej wsi - bójcie się! Jedyną refleksją dnia jest to, że czas wziąć się za naukę. A przede wszystkim za matematykę, bo będzie ciężko. Ale, jak to mówi MM, oceny to tylko wymysł Babilonu, trzeba skoncentrować się na prawdziwej mądrości, której ocenić w żaden sposób się nie da.

Zimowo-śniegowo



Poszukiwania butów na ślub trwają. Boję się kupić takich na niskim obcasie, bo są niewygodne, ale łatwiej się w nich chodzi. Boję się kupić na platformie, bo nie wiem czy potrafię chodzić w czymś takim. Strach, który niedługo przerodzi się w panikę już mnie przeraża. 






Zaczęłam bać się również z innego powodu... Za czas niedługi matura, potem studia, czyli wyprowadzka. Boję się, że będąc w obcym mieście, wśród obcych ludzi, zatęsknię. Nie zdarza mi się to, ale boję się takiej ewentualności. Wszyscy w moim wieku chcą już wybyć, oderwać się od tego światka, i mają rację, ja też chcę. Po prostu zastanawiam się, czy później okaże się, że moje marzenia nie były tylko dziecinną chęcią oderwania się od domu. Oby nie.

Kolejne dwa filmy, które na swój sposób mnie zaskoczyły. Pierwszy za sprawą niepohamowanego dążenia do odkrycia prawdy o sobie, drugi przez muzykę. Co prawda August Rush to banalna historia o wiolonczelistce, rockowym gitarzyście oraz o dzieciaku - muzycznym geniuszu, ale warto wsłuchać się z nutki pięknej, kojącej muzyki. Mr. Nobody to trudna do zrozumienia, chaotyczna wiązanka scen. Scen, które tak naprawdę łączą się w końcu w jedną całość, które mają wytłumaczenie i sens. Muszę obejrzeć to co najmniej z milion razy, aby zrozumieć, co 'autor miał na myśli'. Film pełen niedorzeczności, które wcale nie działają na lepszy odbiór. Ciekawe, jak zareaguję po drugim, trzecim jego seansie.

Dzisiaj słuchamy Iggy Pop - I am a Passenger!

sobota, 14 maja 2011

Wraca moje zafascynowanie modą, makijażem, pielęgnacją ciała. Surfuję po tym Internecie w te i we wte poszukując inspiracji. Może i nie jestem stworzona do robienia rzeczy artystycznych, posiadam dwie prawe ręce (z racji mojego 'mańkuctwa') do rysowania, wycinania i tym podobnych. Dziwne więc, że makijaż i stylizacja mi wychodzą. Zachęcam do czytania bloga DulceCandy, dziewczyna naprawdę piękna i robi równie piękne rzeczy ze swoją garderobą. 

Siedząc sama w domu cały czas chodzi mi po głowie temat tego, co miałabym robić w przyszłości. Po maturze. Boję się, że moje marzenia będą zbyt wygórowane, że nie znajdzie się na nie miejsca w zwyczajnym świecie. Dlaczego świat tak potępia humanistów? Może i matematyka jest do zrozumienia, ale nie każdy lubi obliczenia, rozumowanie, ten tok myślenia. W matematyce nie trzeba wyobraźni. Wystarczy sztywno trzymać się zasad i spamiętywać coraz to nowsze wyjątki. To jak nauka języka obcego. Dziwne, bo to akurat lubię. Uwielbiam tą świadomość, że potrafię porozumiewać się z milionami ludzi na całym świecie, bo znam dwa języki. Teraz dochodzi trzeci, więc ta pula powiększy się o kolejne osoby. Zawsze to powtarzam: najbardziej przyszłościową inwestycją są języki obce. I podróże! Uwielbiam podróżować. Chciałabym spróbować zrobić to samotnie. Za granicę, bezterminowo. Dlatego tak bardzo pragnę być niezależna. 

Po dzisiejszej rozmowie z mamą, dowiedziałam się, że mieszkanie samemu jest bardzo smutne. Szczególnie, kiedy potrzebujemy czyjejś pomocy. Rzeczywiście, leżąc w łóżku z gorączką, kanapek sami sobie nie zrobimy. Ale mieszkanie w pojedynkę ma też swoje zalety. Nie trzeba wypracowywać kompromisów, jest się odpowiedzialnym tylko za siebie, myśli się tylko o sobie, pracuje się tylko na siebie. Ale co ja mogę o tym wiedzieć, siedząc całe życie w jednym miejscu, z rodzicami na dodatek. Kiedy się dowiem jak to jest, na pewno z kimś się tym podzielę.



Polecam film pod tytułem Motyl i skafander, jako opowieść biograficzna o francuskim redaktorze francuskiego Elle, Jeanie-Dominique Baub'ie który w wyniku udaru został sparaliżowany. Ze światem porozumiewa się za pomocą lewego oka, i dzięki temu tego udaje mu się napisać książkę, na której wzorowany jest film o tym samym tytule.

TSA - Rock'n'roll.

piątek, 13 maja 2011

'You don't have to put on the red light'

 Efekty wczorajszej pracy:












Jak nazywa się bajka, których bohaterów zaznaczono na obrazku? Pytam, bo absolutnie nie mogę sobie przypomnieć. Pamiętam z niej tylko wombaty.




Wagarowanie to dobra sprawa. Szczególnie, kiedy wybrać się można do lumpeksu. Zdjęcia są, to oczywiste, ale niestety w jakości 'pożalsięboże'.
Chciałabym do Krakowa. To mój priorytet, znaleźć pieniądze, aprobatę przełożonych, czas, a potem wyruszać i zniknąć im z oczu na kilka dni. I im to na dobre, mi też. Każdy powinien co jakiś czas od siebie odpocząć. To sprawia, że ludzie na nowo za sobą tęsknią, częściej myślą o sobie, pragną być już ze sobą. 
Przeszłam dyskusję z rodzicami, która miała mi pokazać, że każde dziecko będzie miało pretensje. O cokolwiek. Zawsze. Tak już jest, było i będzie. Na szczęście to nie na razie mój problem, szkoda tylko mi moich rodziców. Wiem, jaka czasami potrafię być niesprawiedliwa. Sądzę, że to po prostu coraz większa różnica pokoleń, długi czas mieszkania razem oraz to, że nie lubię, kiedy ktoś mi narzuca styl życia. Młodzi ludzie wychodząc na zawsze z domu, powinni wziąć ten wielki plecak doświadczeń na plecy i pójść z nim w świat. To życie zweryfikuje i pokaże nam, czy one były prawdziwe. 

Sting i The Police - Mad about you, album Fields of gold.

poniedziałek, 9 maja 2011

Z lekką nutką dekadecji.

Kolejne filmy zapamiętane, obejrzane, przepłakane bądź prześmiane. Zdanie niezbyt brzmi 'polsko', aczkolwiek moja kaszubska natura koniecznie domaga się użycia czasu Present Perfect, w języku polskim nieistniejącego. Polecam wszystkie trzy produkcje, chociaż powiedzieć można, że każdy kolejny ma inną tematykę, fabułę, łączy je tylko dozgonna miłość. Miłość spoiwem wszystkiego. W obu przypadkach miłość niespełniona. Czyż to nie najpiękniejsze filmy traktują o miłości? Miłości hetero, homoseksualnej, miłości do siebie, miłości do Boga czy innego Jego, miłości do ojczyzny, do walki, do jedzenia, do czytania, do oglądania, miłości w różnych postaciach i w różnych dawkach. Zabawne, jak od początku, do końca świata najważniejszym tematem naszego życia nie będzie to jak przetrwać, co założyć na siebie, co zjeść, ale MIŁOŚĆ. Ta, która cierpliwa jest, łaskawa...


Zastanawiałam się również, dlaczego ludzie nie umieją dojrzeć. Mając 18,25,30,50 lat zachowują się tak, jak nie powinni. Dlaczego ludzka natura jest taka dziwna? Dlaczego są osoby, które zawsze powiedzą, że nie płyną tym samym nurtem co reszta, chociaż naprawdę tak jest? To może i wytłumaczalne - nie każdy urodził się po to, aby przebywać z innymi, ale nie każdy też chce słuchać o tym, jak to ten ktoś jest 'samotny' czy 'nierozumiany'. Na szczęście ludzie dorastają, mając nawet i 60 lat. Uczą się od życia zasad, dostosowują się, próbują je zmieniać, ale tylko i wyłącznie za pomocą dyskusji i rozmowy- nie poprzez kłótnię, okazywanie swojej postawy czy brak szacunku do innych. To właśnie ta nietolerancja, o której pojawiło się poprzednio. Każdego z nas cechuje nietolerancja. Przykre, prawda? Smutne, że musimy aż tak dostosowywać się do tego cholernego życia, które stworzyło żelazne kraty wokół każdego człowieka zaraz po naszym urodzeniu. Ale ja już wiem, że bez elastyczności nigdzie nie zajdziemy. Można mieć poglądy odstające, ale nigdy nie powinny być one jasno ukształtowane. Nigdy przecież nie ma czarnego i białego. Dorosłość to kompromis. Kompromis to życie, a życie to seria porażek i wygranych. Te ostatnie polegają głównie na kompromisie. 



A tak z innego tematu, znalazłam kolegę gitarzystę, który zgodził się grać ze mną:)))) Mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie i będę mogła robić coś, co da rozrywkę innym ludziom a przede wszystkim mnie. 

Na zakupach byłam, sukienkę kupiłam:


Do tego słomiany kapelusz. Ale nie do kompletu. 

I niedawno dotarło do mnie, jak bardzo uwielbiam geografię. I język włoski. I mojego Kubusia. Ludzie, weźcie się w garść i przestańcie płakać po kątach. Przecież wszystko jest takie cudowne. W euforię wpadam nawet, jak wychodząc rano do szkoły czuję obłędny zapach kurzu, porannej wilgoci i słońca. Zapach słońca?? A jednak. Tak więc moje i Wasze Kochani (o ile jesteście) postanowienie: cieszyć się z małych, słodkich rzeczy. Moim powodem jest sok żurawinowy który pijam z rzadka, ale tak go uwielbiam, że nie mogę bez niego żyć.
:( uzależniłam się od czekolady.

A w radyjku Red Hot Chili Peppers, których jestem fanką. Under the bridge, polecam serdecznie:)

Ps. Koniecznie przeczytajcie ostatni numer Focus Historia, nr 5(52)/2011 z maja. Znaleźć tam można artykuły o bitwie pod Monte Casino, informacje o tym, jak nie powstał naród śląski, Śledztwo i zaginionym królestwie Daniela Halickiego, Artykuł o ostatnim skrzydle Piastów, Kobietach przebranych w mundurach podczas Wojny Secesyjnej oraz wiele, wiele innych. Naprawdę warto:) Cena jak zawsze, 7,99

piątek, 6 maja 2011

P.S. Kocham Cię


Po obejrzeniu Butlera w 'Prawie zemsty' pomyślałam: 'On idealnie nadaje się do jakiejś mniej drastycznej produkcji'. I proszę bardzo, wystarczyło cofnąć się o dwa lata w jego karierze i znaleźć PS. I Love You. W komplecie Hilary Swank, świetna aktorka z wielkimi zębami która sceny pocałunku gra beznadziejnie, za to całą resztę niesamowicie. Lubię takie filmy. Lekko naciągane, ale ja, jak optymistka zawsze pragnę szczęśliwych zakończeń. Albo chociaż zakończeń dających nadzieję. Każdy powinien ją posiadać, to podstawa do życia, miłości, troski o siebie, o ukochanych.
Mam nadzieję na... Na co? Wszyscy wiemy, czego chcemy, po prostu dowiadujemy się o tym prędzej czy później.



A w radiu Cud niepamięci pana Stasia.


'Niech się święci...'

czwartek, 5 maja 2011

The Painted Veil.

Malowany welon. 
Piękna historia miłości pomimo czegoś. Pomimo zdrady. Pomimo zawodu na drugiej osobie. Pomimo chłodu i odtrącenia. Pokazuje, że w najmniej spodziewanym momencie ujawnia się ludzka natura. 
Film bardzo mi się spodobał, przede wszystkim ze względu na krajobraz oraz kontrast. Z jednej strony domowa cisza, spokój, miłość, z drugiej zaś śmierć dopadająca bez ostrzeżenia, bieda, smutek i żałość.
Polecam. Żeby zobaczyć, jak uczucie rozkwita w trudnych warunkach oraz jako lekcję wybaczania zdrad.
Do tego Naomi Watts, Edward Norton i Anthony Wong jako subtelny dodatek...

Dzień dobry! Nazywam się...

Czwartkowe, leniwe, smutne popołudnie.
Siedząc przy tym dziwnym wytworze ludzkości - blogu, postanowiłam zacząć pisać. O czymkolwiek, chcę po prostu choć raz zrobić coś konstruktywnego, niekonwencjonalnego, co nie tylko wpłynęłoby na mnie. I właśnie to robię. Pytaniem pozostaje, o czym mam tu pisać. Otóż, jako, że moje życie nie jest wystarczająco interesujące, aby je opisywać, będę zamieszczała tu różne rzeczy. Jakie? To pokaże czas:)