Dzisiaj był ciężki dzień. Stresogenny. Najpierw kartkówka z biologii, z której dostałam 6 (sic!), późnej sprawdzian z matematyki, którego i tak nie było. Z racji lekcji szybciej skończonych wraz z Julią udałyśmy się na poszukiwania ciuchów w lumpkach. Znalazłam świetny sweter z H&M za 12zł. Potem lasagne w DaGrasso i tak się złożyło, że moi rodzice wybierali się akurat na zakupy, więc z największą przyjemnością zabrałam się w nimi. No i widać, opłacało mi się. Zakupiłam sobie nowe spodnie i buty (też H&M) oraz wybrałam buciki na wesele.
Warto robić zakupy w lumpeksach. Nigdy się tego nie 'brzydziłam', jak niektóre osoby. Ba, wręcz uwielbiam, kiedy w moje ręce wpadnie jakaś perełka. I tym razem się udało.
Zdjęcia jakieś tam zaplątane, stare, baaardzo stare. Przez te kilka miesięcy zmieniło się więcej niż w ciągu całego mojego życia. To był szok. Ale dobry szok, bo nie można przez całe życie myśleć, że ludzie są dobrzy. Kiedyś trzeba zetknąć się z tymi złymi. Albo po prostu niedojrzałymi.
Kończę na dzisiaj, nie napisałam nic konstruktywnego, ale jestem zbyt zmęczona aby to naprawić.
Powodzenia z Waszymi marzeniami! Moje się spełnią. Kiedyś.
Polecam: Eric Clapton - Layla.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz