poniedziałek, 27 maja 2013

Creature fear

I znowu, kolejny dzień jakiś taki niezmarnowany. Wciąż planując, rozpisując, układając i myśląc, staram się rozłożyć swoje życie na czynniki pierwsze po to, by je przewieźć i złożyć na nowo.

Zasłuchana w delikatne, wysokie i pełne magii dźwięki muzyki Bon'a Iver, słuchając każdego z utworów po kilka razy, zastanawiam się, dlaczego akurat ja miałam to szczęście.

środa, 22 maja 2013

Impossible is nothing.

Uwielbiam budzić się o poranku, nawet mimo braku przymusu. Lubię wtedy nalać sobie kawy do kubka, otworzyć i odsłonić wszystkie okna, poczuć magię budzącego się dnia.

I'm changing this blog into my diary from studying in Denmark. To help me with loneiness, to help other with fear connected with turning away their previous lives. But generally to show that your infirmity and malaise is mostly as long as YOU want it, nobody else. In the entire life to be ready to change something, to not get bored, to not get too comfortable with it.


I think the human nature is to explore. To find their lines and go behind them. The only limit is the one you set yourelf.

niedziela, 19 maja 2013

Cold bread

Pochłonięta spędzaniem niesamowicie interesujących dni wypełnionych ciągiem imprezowo-pracowniczym, od trzech godzin dopiero, mam możliwość odpoczęcia od wszystkiego, co irytujące, naglące i wymagające ogromnych nakładów cierpliwości oraz głębokiego skupienia.

Powoli zabieram się za robienie listy wyjazdowego must have/must do, omawiania z bliskimi logistycznego rozpracowania, finansowego zabezpieczenia, planów na życie.

 Po tak wykańczającym weekendzie i  maturalnym szale przez ostatnie dwa tygodnie, moim marzeniem jest po prostu dobry film, co z chęcią uczynię.


czwartek, 16 maja 2013

Visionary, vision is scary



Dzień ponownie jeden z przyjemniejszych w karierze. I albo obniżają mi się wymagania, albo rzeczywiście te momenty są przepełnione bliżej niezidentyfikowaną magią. Uwielbiam czerpać z nich energię, napawać się ich nieodkrytą wcześniej stroną.
Tymczasem zaczynam odliczać dni

środa, 15 maja 2013

Wszystko to, czym nie chcielibyśmy zostać.

Tydzień przyjemnie spędzonych wieczorów. Dzisiaj też jest cudownie, mimo jutrzejszego problemu, które mam nadzieję minie w terminie natychmiastowej wykonalności.





Tymczasem o muzyce. Tak wiele się teraz w moim życiu dzieje muzycznie, że boję się zapomnieć o starociach. Od dekady jużem zakochana w Ericu Satie, a emocje, gęsia skórka na plecach, przyspieszony oddech, mimowolne zamykanie oczu wciąż pozostają identyczne jak sprzed laty. Czy istnieje na świecie choćby kawałek muzyki bardziej poruszającej, niż to? Chociaż minęły lata odkąd poznałam to brzmienie, nadal nie umiem powiedzieć, co ze mną ta muzyka wyprawia. Nie czuję się po niej lepiej, żadnego katharsis ani odrodzenia, wręcz przeciwnie. Smutek, samotność. Bezgraniczna samotność. Ciemność, zmrok, coś niepokojącego.

wtorek, 7 maja 2013

Dwa lata i dwa dni.

No tak, pierwsza matura za mną, całe mnóstwo jeszcze nie. Na szczęście nie ulegam ogólnemu rozgardiaszowi związanego z kompleksowym panikowaniem, podekscytowaniem, rozczarowaniem i smutkiem. Co przeczytałam w artykule, jedząc śniadanie? Że matura to sprawdzian nie naszej wiedzy, tylko inteligencji i umiejętności danego dnia.

Mając przed oczami "przygodę życia", jednocześnie pomyślałam o założeniu bloga, który byłby swoistym łącznikiem między mną, a wszystkimi doznaniami oraz problemami, których bym doświadczała. Dziobak jednak polecił mi, bym tego bloga przekształciła na pamiętnik ze swojej podróży. Tak też zrobię, w końcu ten jest już ze mną od 5 maja 2011 roku, czyli dwóch lat i dwóch dni! Nawet nie wiem, kiedy i jak zleciał taki szmat czasu, kiedy zdarzyło się to wszystko, o czym pisałam, czym dzieliłam się przez ten okres. Tyle historii, filmów, uśmiechów, łez, które poniekąd doprowadziły mnie do tego momentu w życiu. Czyli, czekając na rozwój wypadków, powoli zmierzam w stronę przekształcania strony w coś 'większego'

niedziela, 5 maja 2013

Modigliani

Niedawno pisawszy, a jednocześnie tak wiele się zmieniwszy:

DOSTAŁAM SIĘ NA STUDIA! To jest ta wiadomość, która zdecydowanie powinna stać w pierwszym rzędzie moich wspomnień, i to na długie lata. Jak udało mi się dostać do dosyć prestiżowej szkoły, i to w Danii - nie wiem. Pewne jest to, że już niedługo wyjeżdżam. Rozstanie z doczesnym życiem, rodziną, przyjaciółmi, psem, znajomymi, moim cudownym pokojem, książkami, salonem, sklepem i ciepłą podłogą w łazience będą najtrudniejszymi rzeczami, z jakimi przyjdzie mi się zmierzyć. Zapakować całe życie w walizkę, to brzmi jak niezłe wyzwanie. Dobrze, że zawsze znajdzie się ktoś, kto mi pomoże. Jestem niesamowicie podekscytowana wizją siebie, obcego kraju i egzaminu z życia, na który nie każdy się decyduje.


Od kilku dni co rusz trafiam na zespoły, które natrafiają na taki mój grunt gustowy, że zapuszczają korzenie i nie chcą wyjść. Ciekawe czy to związek na dłuższą metę...




Skończyłam liceum. Jak się z tym czuję? Jak gdyby ktoś przytknął mi do czoła karteczkę z cytatem ze Scarface   - Świat należy do ciebie. I co ja mam ze sobą począć?






Love is like oxygen,
love lifts us up to where we belong.
All you need is love.