poniedziałek, 29 października 2012

Reality, go away.










Powoli się wybudzam, słuchając czego popadnie, ale za to w dobrym humorze ze względu na dłuższy weekend, masę atrakcji i przyjemności. Dzisiejszy dzień był jedną wielką obawą, ale wszystko zmieniło się na szczęście w masę niepotrzebnych trosk i zmartwień..

sobota, 20 października 2012

Jethro Tull

W końcu popołudnie dla siebie. Tak bardzo o nim marzyłam, że teraz nie wiem co mam z nim zrobić. Najlepiej chyba będzie, jak włączę sobie dobry film i po prostu odpocznę.

środa, 10 października 2012

Aqualung.

















Wszystko tak szybko i nieustannie się zmienia.
Gigantyczny brak poczucia czasu, relatywizm etyczny.

sobota, 6 października 2012

London's calling.










Jak dobrze, że czasy "długich" włosów już minęły. Teraz czas na nowe.



Tak jest, tydzień przerwy w "życiu". Zapowiada się całkiem interesująco. Jak na razie kilka miłych niespodzianek i, co najważniejsze, spokój. Do tego wieczorny, jak zawsze śmieszny seans filmowo-domowy we dwójkę, tona niezdrowego żarcia, śmiechu i atmosfery do pozazdroszczenia.

Na nowo zakochana. W nowej odsłonie. Nieco starszej, jak zawsze intrygującej, chociaż i starej nie odmówię niczego. Improv-a-Ganza to coś, bez czego moje ostatnie dni mogłyby nazywać się po prostu nudnymi a dzienne zajęcia bezcelowymi. 






wtorek, 2 października 2012

Heroes.

Przez dwa dni moje ciało odmawiało jakiejkolwiek współpracy. Teraz jest lepiej, ale nadal nie czuję się w pełni sił. Na całe szczęście jutrzejszy dzień to tylko cztery lekcje i kolejna porcja sporej pracy.

Dom mi pustoszeje na kilka dni z kilku ludzi, trochę boję, bardziej cieszę. Nie mogę się doczekać jednak tego spokoju i ogromnego bałaganu. Jaka to satysfakcja, kiedy zostanie on ogarnięty przeze mnie osobiście.

Żegnam się więc po trosze znudzona, w znacznej części jednak podekscytowana.
Tym, co jutro.
Później.
Kiedyś.
Wcale?