Po raz pierwszy od dłuższego czasu mam problemy z zaśnięciem. Może to reakcja na przeczytaną przed momentem lekturę, Tysiąc dni w Wenecji. Być może dlatego, że zjadłam dziś więcej niż razem przez ostatnie dwa tygodnie. Wreszcie, być może wytłumaczeniem jest zdanie sobie sprawy, poraz kolejny w życiu, że 'niebezpiecznie jest wierzyć w to, że coś trwa wiecznie', życie to poszukiwanie piękna, a sztuka rozprasza samotność, ot co.
Mam nadzieję, że zimowe, lecz jak na ironię kwietniowe powietrze przyniesie mi sen, chęć przetrwania da mi siłę, a pragnienie pozostania kimś niezależnym - odwagę. Z czym, w tym momencie brakuje mi tylko snu, w końcu jest późno, a ja spędziłam absolutnie wyczerpujący dzień pełen jadła i napitku.
Wszelkie sprawy świąteczne w tym roku na bardzo drugi plan. Tak dla odmiany. Lub, jakby to określił mój osobisty tata, z lekką nutką dekadencji.

.jpg)

