Ciężki tydzień za mną, ciężki weekend przede mną. Ale jestem szczęśliwa, połowicznie przynajmniej.
Aniołki Charliego. Niezła zabawa.
Aniołki Dr. Housa
piątek, 30 marca 2012
poniedziałek, 26 marca 2012
niedziela, 25 marca 2012
Ancora tu l'incorreggibile
Kolejny tydzień, kolejne wrażenia. Dawno już minęły stare strachy, w ich miejsce pojawiły się kolejne, większe i bardziej skomplikowane.
Znowu bierze się za mnie choroba. Powoli mnie wykańcza ustawiczne martwienie się o kondycję mojego układu odpornościowego, który szwankuje co najmniej raz w miesiącu. Nie wiem jak temu zapobiec, nie wiem co z tym zrobić oprócz władowywania w siebie tony leków stałych i płynnych. Nie chcę zostawać w domu, nie chcę opuszczać zajęć, ale z drugiej strony tylko to wydaje mi się logicznym wyjściem. Kompletnie nie wiem co z tym zrobić. Cóż, muszę to przetrzymać. Kolejny raz...
Tymczasem kończę już Dziewczynę, która igrała z ogniem - Stiega Larssona. Zauważyłam, że niedługo szwedzkie kryminały (Lackberg, Larsson) przegonią w moim rankingu moją ukochaną Agathę Christie, którą uwielbiam. Jej powieści mnie oczarowały, przenoszą czytelnika w dawne (i całkiem niesamowite) czasy bez komórek, kamer, technologii, no i czuje się on tak, jakby był w samym środku wydarzeń.
Ogarnęła mnie mania porządkowania. Dokładnie tydzień temu zaczęłam wyrzucać wszystkie rzeczy z szafki na papierki i uporałam się w tym z nieukrywaną satysfakcją. Co prawda większości do kosza nie mogłam przetransportować, ale nie miałam skrupułów co do tych, których byłam pewna, że większego pożytku już z nich nie będzie. Jestem przez to niesamowicie z siebie dumna, bo dosyć rzadko udaje mi się zrobić ogólnopokojowy zryw niespołeczny z wykorzystaniem mnie, sterty śmieci i pojemnika na nie. Wszystkim polecam, satysfakcja gwarantowana. A może by tak uporządkować sobie życie?
sobota, 17 marca 2012
Nonetheless
Zastanawialiście się kiedyś, jak to jest porozmawiać ze swoją wyimaginowaną miłością sprzed wielu lat? Ulubionym aktorem, muzykiem, politykiem? Nigdy nie pomyślałabym sobie, że przyjdzie mi spotkać człowieka dzięki któremu zmieniłam coś w swoim wyglądzie, co innego mi się podobało. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy porozmawiać z TYM człowiekiem! A jednak, udało się. Poniekąd dzięki niezrównanej asiakowej przytomności umysłu. Ale udało się i nie potrafię przestać o tym myśleć. To spotkanie było niesamowite i jednocześnie przypomniało mi o tym, aby nie idealizować na siłę absolutnie nikogo, bo potem możemy się tylko rozczarować. Choć trwało tylko kilkanaście minut pewnie zapamiętam te chwile do końca życia.
Każdemu, który to czyta życzę takiego spotkania. Bo pokazuje ono, że nawet najdziwniejsze i te najgłupsze marzenia się spełniają.
Bo życie to w ogóle jest takie nieprzewidywalne...
Bo życie to w ogóle jest takie nieprzewidywalne...
wtorek, 13 marca 2012
Gnossienne
Jednak szkoła może się do czegoś przydać. Na lekcji polskiego oglądaliśmy dzisiaj Pręgi, niesamowity film z Michałem Żebrowskim w roli głównej, który wywołał we mnie olbrzymią falę nasuwających się pytań. Tak całkiem przy okazji przypomniałam sobie o filmie z tym samym aktorem zatytułowanym Kto nigdy nie żył... i od razu w głowie miałam cały tekst finałowego utworu, który zapadł mi w pamięć pewnie do końca życia.
Kto nigdy nie żył
Nigdy nie umiera
Nic nie utraci ten, co nie miał nic
Ten kto nie kochał, nie wie co tęsknota
Nie wie co gorycz, kto bez marzeń śni
Co piękne jest, także jest i dobre
Ziemia, morze i gwiazdy
Księżyc, słońca blask
Lecz poza nimi trwoga i cierpienie,
A tam gdzie miłość, tam podąża śmierć
A tam gdzie miłość, tam podąża śmierć
Nigdy nie umiera
Nic nie utraci ten, co nie miał nic
Ten kto nie kochał, nie wie co tęsknota
Nie wie co gorycz, kto bez marzeń śni
Co piękne jest, także jest i dobre
Ziemia, morze i gwiazdy
Księżyc, słońca blask
Lecz poza nimi trwoga i cierpienie,
A tam gdzie miłość, tam podąża śmierć
A tam gdzie miłość, tam podąża śmierć
Film jest piękny w swojej tragedii. Obowiązkowa pozycja dla każdego.
poniedziałek, 12 marca 2012
niedziela, 11 marca 2012
Sogni Rubati
Następny weekend z głowy. Szczęście i nieszczęście naraz, bo wszystko w końcu ruszy do przodu. W tym tygodniu zaplanowałam sobie zajęcie się przede wszystkim angielskim. Na drugim miejscu, ale prawie z tym samym priorytetem stoi sobie matematyka, która na szczęście nie jest znowu taka najgorsza. W piątek koncert, na który czekałam dostatecznie długo, żeby się tym czekaniem zmęczyć. Ale najważniejsze jest to, że idę (w końcu) oraz, że będę się dobrze bawić (wreszcie).
Niesamowicie się cieszę, że ten tydzień nie będzie zawalony sprawdzianami, kartkówkami i pracami i prawdopodobnie nadrobię filmowe zaległości.
Część niedzielnych łupów.
sobota, 10 marca 2012
Empire of the Sun
Pijąc dzisiaj chyba trzecią kawę, w przerwach mając na sumieniu kilka herbat (nadal na topie cytryna z goździkami) zrobiłam sporo rzeczy o których myślałam w ciągu tygodnia. Przede wszystkim zajęłam się angielskim i matematyką, poszperałam w Internecie ażeby to znaleźć kilka przydatnych informacji na temat studiów i certyfikatu TOEFL, który na szczęście okazał się dosyć prosty. Dopadła mnie też niesamowicie dołująca informacja, która wstrząsnęła mną całkowicie i nadal nie mogę się otrząsnąć. Przypomniała mi dosyć brutalnie, że śmierć jest wokół nas i tylko czyha na to, by dopaść jednego z naszych bliskich a być może i nas.
Chciałoby się powiedzieć, że ten tydzień był tak zawalony pracą, że nie miałam czasu na nic. Boję się określić go mianem najcięższego w moim życiu, bo los może zająć się próbą prześcignięcia go w rankingu i to dosyć szybko. Na nieszczęście nic nie zapowiada, że będzie łatwiej. Na szczęście zostały mi książki przemycane do kąpieli, czytane po nocach. Nie daję rady oglądać filmów, bo nie stać mnie na całe dwie godziny przerwy od natłoku zajęć. Ale czy narzekam? Może się tak wydawać, jednak ja wiem, że tylko wtedy weekend wydaje się najprzyjemniejszy. I nawet sobotnie korepetycje nie zniszczą tej dwudniowej idylli.
Dużo dzisiaj pisaniny, ale mam tyle myśli, tyle niedokończonych rozmów i rozmyślań, że słowa same pchają mi się do napisania.
Jutro u Ines, mam nadzieję, że coś fajnego wyjdzie z rzeczy całkiem rzeczywistych.
niedziela, 4 marca 2012
No doubt
Nie ma to jak przyjemnie spędzony weekend z bliskimi. Właśnie w takich chwilach najbardziej cenię sobie ich towarzystwo. Czas odpowiednio poświęcony przyjaciołom i rodzinie nigdy nie będzie stracony. A pogoda obdarowała mnie najpiękniejszym prezentem - słońcem prześwitującym już od rana przez żaluzje a opuszczającym mnie w purpurowo-fioletowej poświacie melancholii.
Uwielbiam atmosferę rodzinnych spotkań, tych ścisłych, zarezerwowanych tylko dla malutkiej grupki. Wtedy czuje się przemiłą atmosferę, a cieknące łzy śmiechu tylko potwierdzają prawdziwość tej teorii. Kocham, kiedy w blasku słońca marzniemy na dworze, ale odganianie myśli od czekającego mnie tygodnia jest chyba niemożliwe. Przynajmniej oczekiwanie na kolejne dwa dni nadrabiania pięciodniowego zmęczenia wydaje się być czymś ciekawym. I kolejny raz zżera mnie ciekawość, co stanie się w tym tygodniu i czy kładąc się do łóżka każdej nocy będę w stanie powiedzieć, czy może stałam się lepszym człowiekiem niż wczoraj.
Wiosenne spacery zawsze dodają mi mnóstwo energii. I przemarznięte uszy :)
czwartek, 1 marca 2012
Dream of californication
Ogarnęło mnie wszechobecne uczucie zmęczenia, które nawet nie próbuje mnie opuścić.
Pijąc niezmiennie od dawna herbatę z cytryną i goździkami staram się jakoś doprowadzić do porządku i zacząć zajmować się tym, czym powinnam była zająć się już dawno temu.
Jak to jest, że jedno spojrzenie, skryty uśmiech, słówko dostarcza nam materiału do myślenia na cały dzień?
Subskrybuj:
Posty (Atom)







