czwartek, 28 czerwca 2012

Sogni Rubati







Weekend ciężki się zapowiada, szczególnie dla mojej wątroby i ogólnego stanu ciała. A to źle, bo w tygodniu muszę być idealnie wypoczęta, czekając na coś szczególnie ważnego.


Już dzisiaj ostatni dzień szaleństw, tysiąca wypitych ukradkiem alkoholi, godzin przesiedzianych i prześmianych w towarzystwie dosyć tuzinkowym, spędzania czasu   r a z e m    i całkiem osobno. 
Zobaczymy co z tego kurna wyjdzie.

środa, 27 czerwca 2012

Incommunicado








Z powodu wakacji życzę sobie więcej czasu na opanowanie bloga. Na pisanie. Na spędzanie samotnych chwil z dala od łez, smutku i melancholii. Na to, żeby nie bolały mnie oczy (jak dzisiaj), kiedy mam szaloną ochotę obejrzeć dobry film. Amen.

niedziela, 17 czerwca 2012

Jak tu za ciosem we własną twarz pójść...

Tydzień za tygodniem przemyka się tak niepostrzeżenie, że nawet tego nie zauważam. Zmienia się tylko data, nastrój i ilość filmów obejrzanych jednym tchem lub żadnym też. Idzie lato, którego się boję. Latem jest praca, jest ciepło latem, czego nienawidzę. Latem ludzie mają ochotę na zmiany, które na dłuższą metę okazują się bezwartościowe i kompletnie bez pokrycia. Każdy się łudzi, że tym razem się uda, że TO będzie to, na pewno. Tymczasem to tak jest, że się nie da. I już. 


Zrozumienie to stawianie czoła rzeczywistości i przeciwstawianie się jej, jakakolwiek może lub mogłaby być.

Czasem warto czytać książki.

Uwielbiam przebywanie w mojej kuchni ze względu widoku z okna. Przede wszystkim, oczywiście.

środa, 13 czerwca 2012

This must be the place.

Kocham swój nowy dom.
Uwielbiam jego delikatną, lekko tajemniczą atmosferę.
Ubóstwiam poranną kuchnię skąpaną we wściekle żółtych promieniach słońca.
Podziwiam ciepło i przyjemność każdego zakamarka, pomijając nawet ogólny rozgardiasz.
I pomimo tego, że to nie mój styl, a elementy wykończenia totalnie nie współgrają z tymi z moich snów, czuję się tu jak w prawdziwym, przytulnym domu. W końcu.

Uwielbiam zapach powietrza zaraz po deszczu. Porównać to mogę tylko do zapachu wielkiego miasta, ściętego drzewa iglastego i mojego psa. Dziwne, ale one wszystkie dają mi złudne poczucie szczęścia i radości, tworząc otoczkę, bańkę, która ledwo namacalna ochrania mnie przed smutkami dnia codziennego.  



I feel nothing. I know nothing. But I have plenty of time to solve it.