Weekend ciężki się zapowiada, szczególnie dla mojej wątroby i ogólnego stanu ciała. A to źle, bo w tygodniu muszę być idealnie wypoczęta, czekając na coś szczególnie ważnego.
Już dzisiaj ostatni dzień szaleństw, tysiąca wypitych ukradkiem alkoholi, godzin przesiedzianych i prześmianych w towarzystwie dosyć tuzinkowym, spędzania czasu r a z e m i całkiem
osobno. Zobaczymy co z tego kurna wyjdzie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz