poniedziałek, 10 czerwca 2013

Czy można inaczej?

Od kilku tygodni w mojej głowie, zamiast na papierze, bądź komputerze, powstaje pamiętnik. I każdego dnia w myślach układam słowa, które zapisałabym tutaj w najczystszej formie. Co najczęściej pojawia się wśród tych kilkunastu zdań, jest dosyć zagadkowe. Każdego dnia myślę: 'Ten dzień był cudowny w swojej czystej, nieokrzesanej postaci. Magiczny, hiperrealistyczny, pracowity, wspaniały. Przepełniony rozmowami i, co najważniejsze, znaczącym ograniczeniem Internetu'.
 I - albo jest to wynikiem rozpowszechnienia się mojego niepoprawnego optymizmu, albo tak rzeczywiście jest w mojej subiektywnej ocenie świata. I właśnie każdego dnia czuję się jakbym wygrała los na loterii, w końcu z własnych obserwacji jakakolwiek forma obserwowania i analizowania jest dziś przytłumiona i przytępiona przez wszelakie odmiany wynalazków, które rzekomo miałyby tą analizę pogłębić. I tu przypomina mi się pewien cytat z serialu Sherlock - 'Thinking is a new sexy'.


I tu cytat kolejny już, który dosyć znacząco podkreśliłam długopisem w czasie czytania felietonu Jerzego Antkowiaka:
'No ale przecież to jest samo życie, bo dopiero ten tygiel doznań, odczuć, przeżyć, westchnień, porażek i różnych gier pozorów, sukcesów, a przynajmniej wiary, że to coś to sukces, powala nam wierzyć, że żyjemy naprawdę.'

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Morte a Venezia

Od dawna nie miałam okazji, by usiąść po pracy, zrobić sobie aromatyczną kawę, odpalić telewizor (Naked Chef, czyli Londyn od kuchni - od lat mój faworyt!), zrelaksować się przy minimalnym wysiłku po ciężkim dniu w pracy. Jutro 'wielkie ścięcie', czyli moje spotkanie z fryzjerem.



A tymczasem kończę Nagiego Szefa i zabieram się za długo odwlekany moment ze Śmiercią w Wenecji.