Listy (prawie) wysłane się wysyłają, śnieg sypie, muzyka gra, a ja? Próbuję wykrzesać motywację, chęci i..? I nic, poziom mojej irytacji szybuje właśnie wysoko w niebo.
Jeszcze ot kilka obowiązków uczelnianych i cieszyć się będę dostatecznie na tyle długimi wakacjami, by zanudzić się na śmierć. I oby pan Wiesław Myśliwski (a raczej jego Kamień na kamieniu), pan Richard Linklater (jego trylogia) oraz nowa płyta zespołu Have A Nice Life utrzymali mnie przy życiu.
I jakoś sceptycznie tak, z pewną dozą ograniczonego zaufania podchodzę do nadchodzących zmian. Znak, że będą one trwały dłużej?
niedziela, 26 stycznia 2014
piątek, 17 stycznia 2014
Elephant gun
Oto stało się!
Po seansie Pod Mocnym Aniołem, wstrząśnięta i jednocześnie szczęśliwa, bo film absolutnie spełnił moje wymagania i sprostał wszelakim obawom i lękom. O szerszej recenzji pomyślę tylko, gdy w mojej głowie powstanie jakiś konkretny pomysł na ten film. Bo obawiam się, że bez głębszej analizy zamysłu reżysera nie będę w stanie dojść do wniosków na wysokim poziomie.
Zdziwiła mnie mała frekwencja w kinie, a co mnie zgorszyło? Śmiech. Kobiety, dziewczyny. Śmiała się tak, jak gdyby na ekranie podawano doskonałą komedię. W tych krytycznych momentach czułam głębokie zażenowanie, jakby chcąc pokazać panu Pilchowi i panu Smarzowskiemu nieme "przepraszam za nią, ona nie wie co czyni".
Natknęłam się na "bardzo krótki wiersz o frustracji" Piotra Mosonia
I choć podoba mi się jego wydźwięk, nijak mogę się upodobnić do uczuć autora. Ani słów mi nie brak, tym bardziej nie czuję frustracji (a powinnam?). Niemniej jednak wiersz bardzo obrazowy, i z pewnością się przyda. Jeśli nie dziś, to za czas odpowiedni z pewnością.
Po seansie Pod Mocnym Aniołem, wstrząśnięta i jednocześnie szczęśliwa, bo film absolutnie spełnił moje wymagania i sprostał wszelakim obawom i lękom. O szerszej recenzji pomyślę tylko, gdy w mojej głowie powstanie jakiś konkretny pomysł na ten film. Bo obawiam się, że bez głębszej analizy zamysłu reżysera nie będę w stanie dojść do wniosków na wysokim poziomie.
Zdziwiła mnie mała frekwencja w kinie, a co mnie zgorszyło? Śmiech. Kobiety, dziewczyny. Śmiała się tak, jak gdyby na ekranie podawano doskonałą komedię. W tych krytycznych momentach czułam głębokie zażenowanie, jakby chcąc pokazać panu Pilchowi i panu Smarzowskiemu nieme "przepraszam za nią, ona nie wie co czyni".
Natknęłam się na "bardzo krótki wiersz o frustracji" Piotra Mosonia
już
kurwa
brak mi
słów
I choć podoba mi się jego wydźwięk, nijak mogę się upodobnić do uczuć autora. Ani słów mi nie brak, tym bardziej nie czuję frustracji (a powinnam?). Niemniej jednak wiersz bardzo obrazowy, i z pewnością się przyda. Jeśli nie dziś, to za czas odpowiedni z pewnością.
Subskrybuj:
Posty (Atom)