wtorek, 19 lutego 2013

Internal Landscapes

Wobec ostatniej niepłodności słownej byłam całkowicie bezsilna. Nie potrafiwszy się powstrzymać od nie zaglądania tu, osobistej tymczasowej klęski, obrazu opustoszałego i porzuconego, w końcu wpadłam na pomysł, dlaczego nie pisałam.  Nie dlatego, że nic się nie dzieje. Ani nawet dlatego, że ferie spędzam pod znakiem przebywania w domu (co, notabene, jest dla mnie bardzo przyjemne). Nie pisałam tu, bo się boję. Opowiadać, wspominać. Być ze słowami sam na sam, bez osoby trzeciej, do której zwykle były one skierowane. Coś jeszcze mnie blokowało. O gryzącym dymie, wpakowanym w bibułki i sprzedawanym po 11,90zł za paczkę. Dopiero po kilku oddechach potrafiłam zebrać myśli, aby pomóc sobie, swojej duszy, swojemu sercu, odbiciu w lustrze.
Ostatnio, całe to 'ostatnio' zlało się w jeden moment. Nie oceniam, czy źle to, czy też nie, po prostu niekomfortowo. Nie czuję się na siłach by udźwignąć przyszłość. Dlatego w ogóle nie pozwalam sobie o tym myśleć. Jakieś takie nostalgiczne nastroje wepchnęły się bez pytania w moją psychikę, całkiem wygodnie się tam usadawiając patrzą, jak doskonale zmieniają mnie całą. A mi było dobrze, tak jak zwykło bywać. Prosto, bez polotu i finezji, patosu i kilku określeń pomiędzy.

Coś się dzieje, czuję to w kościach i w powietrzu też.

Czyżby znalazł się Ktoś? Ten Ktoś?

Pan Lec z przekąsem zapewne powiedziałby teraz
Łamana kołem szczęścia.

niedziela, 17 lutego 2013

Moby Dick

Ostatnio jakoś większość rzeczy, które były mi bliskie, rozmazują się.





A jednocześnie nie pamiętam, kiedy ostatni raz było mi z tym tak dobrze...

wtorek, 12 lutego 2013

Californication.

Being asked about the most peaceful and amazing place, almost everybody would describe spot connected to the childhood. For me it was somewhere, where I could feel safely in every situation.

This place  still exists, even though mostly in my memory. I am tightly attached to it, although it has been long years since my last visit there. Primarily because of changing, recent rennovation and totally new atmosphere. It was the place, dark room, where my beloved grandfather was writing and practising his trumpet playing, where I was taught  by him the sense of art since I was four.

He was my best friend and I always even after his death, had been coming back to the cabinet with a leather chair, loads of notes, music playing from the player, the massive desk and his glasses laying always not in the place he had left them.

My memories ane slowly vanishing and someday I will realise that this place exists only for a few years more and then will be vagued completely. Now, instead of the cabinet there is just a living room and the desk was replaced by new, super-modern TV. Fortunately, he can't see it.