niedziela, 18 listopada 2012
Ivory road.
Niemieckie piwo.
Australijski hardrock.
Niedziela pod znakiem studniówkowych sukienek, francuskich piosenek ( Jacques Dutronc, Dalida, Ch. Aznavour, Becaus, B. Bardot etc.), mandarynkowego zapachu w całym domu, pogody dobrej dla tych z depresją, matematyki, nowych planów i rozczarowań.
Mam ochotę na film z Francją w tle. Przeczucie mnie ostrzega, że tym razem będzie to hit ostatnich lat "Julie&Julia", który znam prawie że na pamięć. Tak więc zabieram się do roboty, najpierw doprowadzenie siebie do porządku, później całego domu, trochę nauki i na koniec zasłużony i jakże przyjemny schyłek niedzieli z filmem (na ekranie) i kawą (w ręku).
czwartek, 15 listopada 2012
How to fight loneliness?
How to fight loneliness?
Smile all the time,
shine your teeth to meaningless
and sharpen them with lies
And whatever is going down,
will you follow around.
That's how you fight loneliness.
You laugh at every joke,
drag your blanket blindly,
fill your heart with smoke.
And the first thing that you want
will be the last thing you'll ever need.
That's how you fight it.
Just smile all the time.
Just smile all the time.
Just smile all the time.
Just smile all the time.
Smile all the time,
shine your teeth to meaningless
and sharpen them with lies
And whatever is going down,
will you follow around.
That's how you fight loneliness.
You laugh at every joke,
drag your blanket blindly,
fill your heart with smoke.
And the first thing that you want
will be the last thing you'll ever need.
That's how you fight it.
Just smile all the time.
Just smile all the time.
Just smile all the time.
Just smile all the time.
Cały czas czuję się dziwacznie, trochę melancholijnie, ogólnie raczej negatywnie. Terminy cały czas się zazębiają, ludzie czegoś chcą, oczekują, wymagają, a ci, na których mi zależy dziwnie i niebezpiecznie się oddalają.
Najgorsze jest to, że mimo odpoczynku, snu, jakiejś tam regeneracji swojego ciała i duszy wcale nie jest mi lepiej. Czuję się coraz bardziej zmęczona, jakby te wszystkie problemy i treści zaległy jak płaszcz na moich barkach skutecznie oddzielając mnie od szczęścia i uznania.
Czuję, że błędne koło, w które wpadłam coraz bardziej daje mi się we znaki. Z jednej strony totalne zmęczenie, dzięki któremu rzeczy potrzebne robię tak, żeby tylko je mieć, bez żadnego wkładu intelektualnego. Potem, widząc marne tego skutki czuję się niesamowicie źle z tym, że tak słabo się staram, efekty są mierne a ja nie mam motywacji. To tyczy się stosunków moich międzyludzkich, pracy w szkole, pracy pracy, domu, hobby.
Chcę się wyrwać gdzieś na chwilkę, a może właśnie powinnam rzucić się z powrotem w wir pracy.
Kompletnie nie mam pojęcia co ze sobą zrobić. Jedyne, co jest mi wiadome to fakt, że dalej tak nie uciągnę. Chciałabym zyskać pomoc od kogoś z zewnątrz, ale chyba sobie po prostu nie zasłużyłam...
niedziela, 11 listopada 2012
niedziela, 4 listopada 2012
Stop wishing, start doing!
Uwielbiam formę nowego mojego pokoju. Wprawia mnie w poczucie harmonii i spokoju, zarażając jednocześnie energią i motywacją do działania. Na zdjęciu jest tylko jedna moja "modyfikacja", ale cały czas staram się gotowy już pokój przerobić według swojego gustu. W piątek powstał nowy zegar zrobiony ze starej, okrągłej, ażurowej ramy po lustrze, którą spray'em potraktowałam na srebrno, obiłam od spodu materiałem takim samym jak szufladę, a wskazówki też zrobiłam na kolor srebra. Całość mnie zachwyca, niedługo wrzucę zdjęcie.
Zainspirowana innymi blogami postanowiłam zrobić listę rzeczy, które chcę zrobić w listopadzie. Trochę się nad tym zastanawiałam, jak ją ułożyć, żeby nie było tego za dużo, i żebym się przy okazji nie znudziła i nie przeholowała. Myślę, że jakiś tam złoty środek udało się wypracować, ale końcowy efekt zobaczymy to już po pierwszym podsumowaniu.
- zapoznać się bliżej z filmami Ewy Ch.
- przeczytać CO NAJMNIEJ jedną książkę Agaty Christie
- przeczytać dodatkowo inną dowolną książkę (pewnie będzie to Dziennik norymberski)
- czerpać przyjemność z wieczornych wypadów wtorkowych (i przede wszystkim uczęszczać na nie)
- obejrzeć co najmniej 3 filmy, które obejrzeć powinnam była dawno temu
- uczyć się historii (matura nie zając, ale jednak zdać ją jakoś trzeba) + plan na listopad - średniowiecze
- spędzić te kilka dodatkowych urlopowych dni zagranicą jak najowocniej
- zaprzestać przyjaźni z P. Junky Food
Tyle na listopad, może się uda :) Wszystkim proponuję taki plan, jako formę narzuconej samodyscypliny i utraconej silnej woli.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



