niedziela, 30 września 2012

Everyone is guilty.

Nowy tydzień, nowe wyzwania/rozczarowania/uczucia.

Dzisiejszy dzień milutki, zabawny, ponadprzeciętnie przyjemny spędzony na wspominaniu niezapomnianego. Szkoda tylko, że to już koniec.

Bolą mnie oczy. Może to od ostatnich promieni umierającego słońca?




środa, 26 września 2012

Relatywizm moralny.

OTOCZONA wszystkim co najlepsze:

niesamowicie pyszną herbatą z goździkami i cytryną w moim ulubionym, ikeowskim kubku

zeszytem A4

kilkoma zbiorów zadań z matematyki

długopisem

Depeche Mode



Wszystko, niczym kolejne puzzle układanki dopełnia się idealnie, zostawiając mi na deser wypaczony, wyczyszczony umysł ze wszystkim, byle nie tym co aktualnie najważniejsze.

Mam za to najfajniejszą na świecie kurtkę, którą będę widziała na innych barkach również w przyszłości. Ale przecież nic nie szkodzi, ba, czyż to nie urocze?

Jeszcze jeden dzień zgoła męczący po to tylko, by już od piątku zacząć powoli, tak skromnie, świętowanie weekendu. A w nim coś innego, nowego, fajnego.

Kończąc już, chciałabym dodać sobie i wszystkim otuchy. Otucho więc, przybądź.

środa, 19 września 2012

Never let me down again.

No i się zaczęło, jestem chora. Pierwszy dzień spędzony absolutnie na robieniu niczego. Oprócz krótkiej wizyty u lekarza miałam godziny okazji do czytania i oglądania.



Bezpowrotnie się zakochałam.

Bardziej teraz książkowo i muzycznie u mnie, niż filmowo. Oprócz tych dwóch przypadkowych niedawnych wizyt w kinie na "dziełach", które zapewne za tydzień wypadną mi z głowy nie obejrzałam nic, co mogłoby jakkolwiek się przydać mi w życiu.

Jutro pierwsze starcie z p. Matematyką co to to na maturze będzie mnie testować.