niedziela, 29 kwietnia 2012

The Soft Parade

Wielkie kompletowanie myśli. Żonglowanie uczuciami, 
miłośnictwo marzeń. 




Cały tydzień już doszczętnie zaplanowany. Gdańsk, Sopot, jutro Gdynia, wszystko zapowiada się bardzo trójmiastowo. Strach przed FCE, smutek z powodu zbyt wielkich upałów. Rozżalenie z powodu braku uporu i samozaparcia. Norma, ale przecież złudzenia są takie przyjemne. Planuję powrót do korzeni.

Dzisiaj Pola śmierci i 21 Gramów, choćbym i miała siedzieć do rana. Czyli musiałabym w ogóle nie kłaść się spać.




piątek, 27 kwietnia 2012

prestuplenie i nakazanie

Miałam zamiar dzisiaj odpocząć, poczytać, zregenerować siły przed ciężkim dniem. Zamiast tego otrzymałam złe wieści, natłok (przez totalnie ogromne N) pracy i obowiązków. Cóż, newsy nie są zachwycające. Mrożą mi krew w żyłach i nie pozwalają funkcjonować.
Po ten notce nie kiwnę nawet palcem w stronę dalszych uciech internetowych. Wybieram się do spania uprzednio wczytując się w Dostojewskiego.


dajta mnie siły.

niedziela, 22 kwietnia 2012

The Fortress





Miłość mojego życia. Odwzajemniona (spędzanie wspólnych nocy, spacery, przebywanie razem od pierwszej minuty mojego przyjścia do domu).

Nie mam ani czasu, ani ochoty pisać w ostatnich dniach. Chciałabym wytrwać i odpocząć.
Bardzo intensywny weekend, w całkiem przyjemny sposób. Najsympatyczniejsza niedziela od co najmniej kilku miesięcy.


W głośnikach niezmiennie Bester Quartet - The Fortress. Chciałabym ich posłuchać na żywo.

sobota, 14 kwietnia 2012

Podobno każdy ma swój kawałek cienia.













Po całodziennym wsłuchiwaniu się w płytę z koncertu Turnaua w Trójce nie mogę przestać śpiewać "Kawałka Cienia". Uwielbiam ten utwór.

Zbliża się Londyn. Bilety zabookowane, a ja z dnia na dzień coraz bardziej przejęta.


Pod światło.

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

I'll catch ya next time.

Co roku przypomina mi się dlaczego tak bardzo nie lubię tradycyjnych świąt Wielkanocnych. Lodówki pełne jedzenia, grupy ludzi biegnące fanatycznie do kościółka, ciągnące za sobą zmęczone, przejedzone, smutne i zanudzone dzieciaki. W sklepach tłumy ludzi stojących od wschodu słońca w kolejkach , którzy muszą "jeszcze tylko umyć okna, ugotować żurek, sprzątnąć cały dom, posiedzieć w świątyni, zrobić milion niepotrzebnych rzeczy i unieszczęśliwić wszystkich dookoła". Jeżeli mówimy o świątecznym wypoczynku to opis ten nie oddaje wszechogarniającego stanu błogości towarzyszącemu różnym osobom po różnych rzeczach (od dawna preferuję spokój, brak konfliktów i unikanie ludzi, którzy działają mi na nerwy). Chciałabym w końcu spędzić je na swój sposób, który zagwarantowałby mi szczęśliwe spędzenie tych kilku wolnych dni. I choć nie było mi źle, żałuję, że nie udało mi się wielu chwil spędzić samotnie, na czytaniu książek czy oglądaniu filmów, tak jak to sobie wymarzyłam. Wydaje mi się, że teraz już nie będzie tak jak zawsze. 
Przecież mam tą swobodę wyjeżdżania gdzie chcę i z kim chcę. Pytaniem pozostaje tylko, za co:)










Ogarnięta szałem na BB Cream zakupiłam sobie jeden. Leci/płynie/biegnie/jedzie do mnie z Korei, więc boję się o czas tej przesyłki. Mam nadzieję, że się uda, krem zdziała z moją twarzą cuda (których absolutnie się nie spodziewam) i będę mogła odhaczyć kolejny problem na mojej długiej ostatnio liście problemów, które warto zwalczyć.



I'll catch ya next time.

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

but I know, I'll try

Moher team





 Tak napiętego weekendu nie miałam od dawna, co odbiło się negatywnie na moim samopoczuciu. Tyle godzin spędzonych z ludźmi (nawet tymi fajnymi i zabawnymi) doprowadziło mnie to pewnego rodzaju zapaści, dzięki której zaczynam się robić coraz bardziej nerwowa i przewrażliwiona. Niezmiernie się cieszę, że już nadeszły kolejne święta, których celem jest wypoczęcie, cudowne balansowanie na granicy bycia samemu i z rodziną. Każdy dzień tygodnia odznacza się dla mnie kolejnym wyzwaniem, innym obowiązkiem, tylko następną rzeczą do zrobienia. Te kilka dni spokoju z pewnością pozwoli mi zatęsknić do energicznego życia w tworze zwanym społecznością. 
Tymczasem wybieram się do spania, przedtem wczytując się po raz tysięczny chyba w ulubioną książkę Paragraf 22 :)