poniedziałek, 9 kwietnia 2012

I'll catch ya next time.

Co roku przypomina mi się dlaczego tak bardzo nie lubię tradycyjnych świąt Wielkanocnych. Lodówki pełne jedzenia, grupy ludzi biegnące fanatycznie do kościółka, ciągnące za sobą zmęczone, przejedzone, smutne i zanudzone dzieciaki. W sklepach tłumy ludzi stojących od wschodu słońca w kolejkach , którzy muszą "jeszcze tylko umyć okna, ugotować żurek, sprzątnąć cały dom, posiedzieć w świątyni, zrobić milion niepotrzebnych rzeczy i unieszczęśliwić wszystkich dookoła". Jeżeli mówimy o świątecznym wypoczynku to opis ten nie oddaje wszechogarniającego stanu błogości towarzyszącemu różnym osobom po różnych rzeczach (od dawna preferuję spokój, brak konfliktów i unikanie ludzi, którzy działają mi na nerwy). Chciałabym w końcu spędzić je na swój sposób, który zagwarantowałby mi szczęśliwe spędzenie tych kilku wolnych dni. I choć nie było mi źle, żałuję, że nie udało mi się wielu chwil spędzić samotnie, na czytaniu książek czy oglądaniu filmów, tak jak to sobie wymarzyłam. Wydaje mi się, że teraz już nie będzie tak jak zawsze. 
Przecież mam tą swobodę wyjeżdżania gdzie chcę i z kim chcę. Pytaniem pozostaje tylko, za co:)










Ogarnięta szałem na BB Cream zakupiłam sobie jeden. Leci/płynie/biegnie/jedzie do mnie z Korei, więc boję się o czas tej przesyłki. Mam nadzieję, że się uda, krem zdziała z moją twarzą cuda (których absolutnie się nie spodziewam) i będę mogła odhaczyć kolejny problem na mojej długiej ostatnio liście problemów, które warto zwalczyć.



I'll catch ya next time.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz