wtorek, 30 sierpnia 2011

Ojojojoj...

No ładnie, koniec wakacji. Czy się boję? Z pewnością, zawsze się boję przed czymś nowym, nieznanym, zapomnianym bądź dawno nie odwiedzanym. Ale żeby aż tak panikować? Przede wszystkim chcę się skupić na nauce, bo to ona mnie zaprowadzi tam, gdzie chcę być. Wiem, co mam zamiar robić, delikatnie nakreśliłam swoje plany, które chcę wypełnić w wielkiej mierze. Nie po to zostałam wychowana w świadomości, że na wszystko trzeba zapracować sobie samemu, bo lepiej mieć coś, co zyskało się własnymi rękami, niż rzecz którą dostaje się 'za nic'.

Odkryłam też, że szkoła, w której jestem nie pozwoli mi sprawnie i dostatecznie się rozwijać, tak jak inne szkoły, które dają swoim uczniom możliwości pełnego zaangażowania w zajęcia, zainteresowania, pasje.

Dlaczego zawsze muszę mieć takiego pecha co do wyboru swojej przyszłości? Dlaczego musi mi wystarczać coś, co wcale mnie satysfakcjonuje, nie daje mi pełnej swobody odkrycia swojego 'ja', czegoś, co kojarzy mi się tylko i wyłącznie ze mną, a nie z milionem innych ludzi.

Jestem zaniepokojona znacznym spadkiem moich ambicji. Z planowanych bardzo dobrych ocen spadłam na dostateczne, ze swoich licznych pasji spadłam na całodzienne siedzenie przed komputerem, to mnie wypala. Brakuje mi dopalacza, który potrafiłby postawić mnie na nogi, powiedzieć: Hey, rusz swój zasiedziały tyłek i idź, idź gdziekolwiek, tylko do cholery idź i poznawaj!. Chcę poznawać. Będę. Ten rok zapowiada się na bardzo interesujący. Zapisałam się na rosyjski do szkoły językowej, biorę korki z angielskiego, żeby przygotować się do fce, częściej będę wyciągać rodziców do teatru, opery czy na koncerty, porzucę wagary na rzecz czynnego uczestniczenia w lekcjach. Głupie, nie? Wiem, ale jest prawie 2:30 i o tej porze pisze się zazwyczaj głupoty.

Mam ambiwalentne odczucia co do tych wakacji. Z jednej strony nie chcę, aby się kończyły, a z drugiej czuję ulgę. Bo nie będę już pracować, bo skończy się wstawanie o 12:00, które wykańcza mój organizm, bo ktoś narzuci mi zajęcia, które są w większości bez sensu, ale ćwiczą mój umysł, abym mogła zrobić sobie miejsce na coś więcej, i więcej, i więcej i tak aż do końca życia.

Mazel tov, ja ide oglądać Niekrytego krytyka:)


Ach, te londyńskie wspomnienia.

sobota, 20 sierpnia 2011

Piszę, bo jestem samotna. Piszę, bo nie potrafię sobie poradzić inaczej, niż wylewając swoje żale na klawiaturę. Słuchając piosenek Glena Hansarda odczuwam pustkę, której nie potrafię wypełnić. Bo i czym? Chciałabym wreszcie napisać coś konkretnego, ale nie wiem jak się do tego zabrać. Jak sprawić, aby odpowiednie słowa same wchodziły do głowy, układały się w piękne frazy, które nawzajem by się dopełniały? Bullshit. W życiu nie to jest najważniejsze. Wydaje mi się, że nie możemy obierać jednej, ściśle określonej drogi i się jej trzymać, jak na przykład życie nurtem jakiejś filozofii, subkultury czy religii. Człowiek, nawet ściśle 'domownik', musi zmieniać pewne rzeczy w swoim życiu co rusz, bo przez to popada w rutynę, znudzenie, brak akceptacji i wszechogarniający smutek. Mówiąc tu o takich osobach, nie twierdzę, ze to złe, dla mnie to po prostu niezrozumiałe. Owszem, silna wola w takich przypadkach wypracowana jest absolutnie, ale po co nam to? Po co przywiązywać się do jednej, jedynej rzeczy i tylko tego się trzymać? Co nam to daje? Otóż, wiele, na przykład akceptację we własnej grupie. Lub gotowe wzory myślenia, zachowania, a często nawet ubioru, muzyki, poglądów... Łatwiej jest przecież wtopić się w pewien nurt myślenia, przejąć go i żyć jakby swoim życiem, a poniekąd będąc uzależnionym.
Z drugiej strony, nieposiadanie własnego zdania bywa gorsze niż ślepe naśladowanie. Takie osoby znowuż zdają się być nudne, wyblakłe, smutne, bez pomysłu na siebie i swój charakter. Głupie są też odpowiedzi na pytanie "A co sądzisz o dzisiejszej polityce w Polsce?". 3/4 Polaków odpowiada mi: ''Kretyni, złodzieje, mam ich w d*upie". W tej 1/4 znajdą się osoby, które mają określone poglądy polityczne, z tym, że 60% będzie bało się ich ujawnić. Czy taką chcieliśmy dzisiejszą Polskę? Czy wśród 17-latków na 100 osób znajdzie się 10, które szczerze i jasno powiedzą, że popierają  tą i tą partię, i nawet wytłumaczą dlaczego. Dużo jest odpowiedzi: "nie interesuje mnie polityka". Ale darmowa szkoła, leczenie, zniżki dla uczniów i studentów to już cię drogi człowieku interesuje? Czy też może nie? Bądźmy konsekwentni w swoich postanowieniach, bo właśnie tacy ludzie jak oni sprawiają, że staje się coraz gorzej i gorzej, i gorzej. I na pewno nie będzie lepiej, dopóki takie zachowania będą. Właśnie z tego oto powodu Polska nie wydaje mi się krajem, w którym chciałabym mieszkać w przyszłości. Ale nie dlatego, że  nie podoba mi się stan jej gospodarki, zamożność rodzin czy ceny paliwa. To właśnie jej mieszkańcy doprowadzą do rozpadu mojego kraju, dla którego już nic nie da się zrobić. Smutne, przykre, prawdziwe.

Takie oto rozważania naszły mnie przy codziennym zamiataniu tymczasowego miejsca mojej wakacyjnej pracy. Co też człowiekowi do głowy przyjdzie, żeby tylko nie myśleć o tym, jak długo jeszcze do końca zmiany;)

czwartek, 11 sierpnia 2011

Consider this.

Heej:)
Wszystko się pozmieniało tak bardzo, że nawet nie chce mi się tego komentować. Mam marzenie, aby zacząć to od nowa. WSZYSTKO. No, pewnych znajomości resetować nie chcę, ale je odświeżyć, to z pewnością. Łapy robią mi się ciężkie do pisania, dawno tego nie robiłam i wyszłam z wprawy.

Działo się dużo, oj dużo. Mnóstwo. Zaszły horrendalne zmiany, odkryłam kto liczy się naprawdę, na kogo mam przymykać oko a z kim lepiej się nie zadawać. Przemyślałam sobie wiele spraw, zaplanowałam kilka zmian, aby ulepszyć sobie życie. Sobie i pewnie innym. Odwiedziłam Sopot, jeziora, beztrosko spędzałam czas popijając piwo i ciesząc się życiem. Może i niezbyt wyrafinowanie i oryginalnie, ale to lepsze niż siedzenie w domu, prawda?

Znów wciągnęłam się w Plotkarę (dzisiejszy rekord oglądania- jeden sezon w 18h, czyli brak snu przez całą noc). Było świetnie, warto rozerwać się czasem przy takich bajkach. No i wróciła stara obsesja na punkcie Whose Line is it Anyway?. Mogłabym oglądać to 24h/dobę, 7 dni w tygodniu.

Niedawno odwiedziłam Sopot w ramach Mataronu Kac Vegas. Było świetnie! Ludzie zabawni, luźna atmosfera, świetne humory i spacer o 4 nad ranem po Molo.
Jedyne sensowne zdjęcie z wypadu^^ No i spotkaliśmy pewnego miłego kolegę, całkiem przypadkiem. Uff... Nikt nie rzucał popcornem.


Wracam do codzienności. Żyję już szkołą, w głośnikach Aerosmith - Dream on, a Świat się kręci, kręci, kręci...