Wobec ostatniej niepłodności słownej byłam całkowicie bezsilna. Nie potrafiwszy się powstrzymać od nie zaglądania tu, osobistej tymczasowej klęski, obrazu opustoszałego i porzuconego, w końcu wpadłam na pomysł, dlaczego nie pisałam. Nie dlatego, że nic się nie dzieje. Ani nawet dlatego, że ferie spędzam pod znakiem przebywania w domu (co, notabene, jest dla mnie bardzo przyjemne). Nie pisałam tu, bo się boję. Opowiadać, wspominać. Być ze słowami sam na sam, bez osoby trzeciej, do której zwykle były one skierowane. Coś jeszcze mnie blokowało. O gryzącym dymie, wpakowanym w bibułki i sprzedawanym po 11,90zł za paczkę. Dopiero po kilku oddechach potrafiłam zebrać myśli, aby pomóc sobie, swojej duszy, swojemu sercu, odbiciu w lustrze.
Ostatnio, całe to 'ostatnio' zlało się w jeden moment. Nie oceniam, czy źle to, czy też nie, po prostu niekomfortowo. Nie czuję się na siłach by udźwignąć przyszłość. Dlatego w ogóle nie pozwalam sobie o tym myśleć. Jakieś takie nostalgiczne nastroje wepchnęły się bez pytania w moją psychikę, całkiem wygodnie się tam usadawiając patrzą, jak doskonale zmieniają mnie całą. A mi było dobrze, tak jak zwykło bywać. Prosto, bez polotu i finezji, patosu i kilku określeń pomiędzy.
Coś się dzieje, czuję to w kościach i w powietrzu też.
Czyżby znalazł się Ktoś? Ten Ktoś?
Pan Lec z przekąsem zapewne powiedziałby teraz
Łamana kołem szczęścia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz