Kolejny tydzień, kolejne wrażenia. Dawno już minęły stare strachy, w ich miejsce pojawiły się kolejne, większe i bardziej skomplikowane.
Znowu bierze się za mnie choroba. Powoli mnie wykańcza ustawiczne martwienie się o kondycję mojego układu odpornościowego, który szwankuje co najmniej raz w miesiącu. Nie wiem jak temu zapobiec, nie wiem co z tym zrobić oprócz władowywania w siebie tony leków stałych i płynnych. Nie chcę zostawać w domu, nie chcę opuszczać zajęć, ale z drugiej strony tylko to wydaje mi się logicznym wyjściem. Kompletnie nie wiem co z tym zrobić. Cóż, muszę to przetrzymać. Kolejny raz...
Tymczasem kończę już Dziewczynę, która igrała z ogniem - Stiega Larssona. Zauważyłam, że niedługo szwedzkie kryminały (Lackberg, Larsson) przegonią w moim rankingu moją ukochaną Agathę Christie, którą uwielbiam. Jej powieści mnie oczarowały, przenoszą czytelnika w dawne (i całkiem niesamowite) czasy bez komórek, kamer, technologii, no i czuje się on tak, jakby był w samym środku wydarzeń.
Ogarnęła mnie mania porządkowania. Dokładnie tydzień temu zaczęłam wyrzucać wszystkie rzeczy z szafki na papierki i uporałam się w tym z nieukrywaną satysfakcją. Co prawda większości do kosza nie mogłam przetransportować, ale nie miałam skrupułów co do tych, których byłam pewna, że większego pożytku już z nich nie będzie. Jestem przez to niesamowicie z siebie dumna, bo dosyć rzadko udaje mi się zrobić ogólnopokojowy zryw niespołeczny z wykorzystaniem mnie, sterty śmieci i pojemnika na nie. Wszystkim polecam, satysfakcja gwarantowana. A może by tak uporządkować sobie życie?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz