piątek, 16 grudnia 2011

There was just a lipstick on the glass.


 Niesamowicie spędzony tydzień. Od poniedziałkowej 'wycieczki', po równie zwariowany piątek. Nie pamiętam dnia, abym tak bardzo się naśmiała, jak właśnie dzisiaj.

Nic innego dodawać chyba nie muszę. Jutro Asiakowe Opowiastki przy tzatziki, chipsach i pepsi. Impreza zeszłotygodniowa wypadła tak wspaniale, że do dzisiaj sobie o niej myślę. Do tego mile spędzony czas w szkole, robienie milionów rzeczy, które mi się nie przydadzą no i myślenie o świętach, które niewątpliwie są już gdzieś pośród nas. W tym roku totalnie ominęłam ten temat. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że ilekroć o nich myślę, cały czas mam wrażenie, że jeszcze nie teraz. Jeszcze nie czas na święta, bo nie jestem na nie gotowa. Dlatego szaleć nie będę, ale spokojnie i miło, i przyjemnie i w dobrym towarzystwie chętnie pobędę. No, jak to w święta bywa.


Wybywam teraz, aby ułożyć sobie swoje marzenia i pragnienia, które gdzieś tam z tyłu głowy kołaczą, aby im otworzyć. Nie będę im przecież długo kazała czekać. 
No i dziękuję Dziobakowi (wiem, że to czytasz!:D), za zdjęcia, za dzisiejszą fizykę. Specjalnie dla niej:
CO JA DZIĘKUJĘ. 
adieu.


























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz