sobota, 12 października 2013

I will end up dust


Od czwartkowego wieczoru w głowie słyszę tylko jedną melodię. Od wczoraj przed oczami mam ostatnie dzieło Urlicha Seidla. Od tygodnia czuję swoisty "powrót do przeszłości". I znowu zamieszanie, cały szum. Znowu obnażanie wszystkich moich wad, wielkie obmyślanie i snucie planów (które i tak nie wypalą), marzeń (które i tak się nie spełnią), wybieranie najlepszych rozwiązań z tych najgorszych (które i tak się nie sprawdzą).
Studia, praca, duński, angielski, czytanie, oglądanie, dawno nie było tak intensywnie. I wyzywająco jednocześnie. W tym czuję się dobrze. Za to nie najlepiej idzie mi w sprawach całkowicie odmiennych, których bieg mogę albo zahaltować od razu, albo puścić je swoim biegiem. Co zrobię...?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz