Zakończenie weekendu lepsze, niż kiedykolwiek mogłabym się spodziewać. Podejrzewałam rodzinną atmosferę? Proszę bardzo, nic prostszego, wystarczy cudownie spędzony dzień z rodzinką, dalszą i bliższą, wszystko naraz. Było naprawdę niesamowicie. Uwielbiam takie chwile, wtedy czuję, że są ludzie, którzy o mnie dbają, chcą dla mnie wszystkiego jak najlepszego, a przede wszystkim - kochają mnie. Takie poczucie bezpieczeństwa nikt obcy nigdy mi nie zapewni, oni robią to właściwie bezproblemowo.
Za dużo szczęścia dla mnie jak na jeden raz. Muszę teraz trochę pobyć w samotności, żeby to przetrawić.
Mam kilka filmów, które czas wreszcie odpalić, bo się odrobinę zakurzyły. Postanowiłam też obejrzeć ponownie Kopię Mistrza, a dokładniej finałową scenę, która za każdym razem, kiedy ją widzę (a przede wszystkim słyszę!), zapiera mi dech w piersiach. Muzyka klasyczna jak żadna inna, potrafi człowieka wpędzić w cudowne chwile uniesienia bez jakichkolwiek wspomagaczy.
Ciekawa jestem, co przyniesie mi nadchodzący tydzień. Już nie mogę się doczekać zmian, jakie w nim zajdą (a wiem, że zajdą, przecież zawsze tak jest...), zastanawiam się też nad tym, co dam radę zrobić, a co odstawić na później. Czy coś sobie kupię, jaki film obejrzę, jak spędzę wolny czas. to wszystko sprawia, że czuję dreszczyk napięcia. Śmiesznie brzmi, ale tak jest, po prostu, ot tak:)
Miłego tygodnia;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz