poniedziałek, 21 listopada 2011

Before I die...


Witajcie;)
Stało się, znowu jestem chora. Czuję się tragicznie, boli mnie każdy chyba mięsień (a to dopiero pierwsze stadium choroby!). Siedzę więc sobie z kubkiem niesamowicie gorzkiej herbaty z cytryną, przed sobą mam 7 kartek A4 zadań z angielskiego i zastanawiam się, co począć. Mam nadzieję, że będzie mi tylko lepiej, bo na to 'gorzej' już nie mam siły. Wiem, narzekam jak stara baba. Wieeem, już dawno to stwierdziłam. Wieeeeeeem także, że postanowiłam to zmienić. Ale, (ale!) doszłam do wniosku, że czas wyleczyć się z pewnych nałogów. Nie mówię tutaj o nałogowym oglądaniu filmów, czytaniu książek czy braniu zdecydowanie zbyt długich kąpieli, tylko o nałogach w postaci komputera, Internetu, telefonu, czyli chorobach typowo cywilizacyjnych. Zamieniając zwykłą komunikację na komunikację szybszą chcemy oszczędzać czas. Ale po co nam to, skoro spędzamy mnóstwo bezsensownych godzin nie robiąc nic konkretnego? Otóż to! Szkoda, że tak łatwo się gada, a tak trudno wykonuje. Chociaż... powiadają, że 50% sukcesu polega na zrozumieniu błędów. 

Siedząc sobie tutaj, mama właśnie krzyknęła z sąsiedniego pokoju, że na 12 grudnia zapowiadają 13 stopni. Jest to dla mnie cudowna nowina, ponieważ niczego moje ciało nie znosi gorzej, jak mrozu. Śnieg i plucha już mi tak nie przeszkadzają, jak wszechobecny ścinający przymrozek, który otrzeźwia i zabija zarazem. Przychodząc do domu nie mogę się rozgrzać, pomaga mi jedynie naprawdę gorąca kąpiel, jakiś wysiłek fizyczny albo sen. Ale co mogę wybrać, skoro za dwie godziny mam korki? Ano nic. Pozostaje mi siedzieć pod kocem z zimnym prawie wszystkim, odrabiać zadania domowe i modlić się o lato. Amen.



Co chcielibyście zrobić, zanim umrzecie? Dobre pytanie, co? To może sprowadzać się do tego, co chcemy dostać, gdzie chcemy pojechać, co chcemy zrobić. Niektórzy piszą, że chcą mieć kochającą rodzinę, inni, zobaczyć znanego aktora, ukochany zespół, spotkać się ze swoimi wnukami, pogodzić się z bliskimi.Każde marzenie można spełnić, bo, jak to mówi mój tata, rzeczy trudne załatwiamy od razu, a na niemożliwe trzeba 15 minut poczekać. 

 Czego chciałabym ja? Jak na razie, najbardziej przeraża mnie myśl o tym, że kiedyś wszyscy, których kocham, będą musieli odejść. Marzę, aby to się zmieniło, i chociaż wiem, że tak się nie zrobi chcę, aby odeszli w miłości, spokoju, bez bólu i cierpienia. Górnolotne, ale prawdziwe.




   Przy okazji pisania tego posta przypomniałam sobie o piosence, której tekst znam na pamięć. Warto ją sobie zapamiętać i słowa wziąć głęboko do serca.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz