czwartek, 10 listopada 2011
Marillion - Afraid of sunlight
Jednak nie było aż tak źle, jednak nic się nie stało, jednak oszczędzono mi stresu. I dobrze, bo źle wpływa na cerę. Zaczyna się weekend, tak baardzo tęskniłam za łóżeczkiem, chodzeniem późno do spania i wysypianiem się. Mam ochotę tak robić każdego dnia, do momentu aż mi się nie znudzi.Ciekawa jestem, jak to będzie w przyszłości, czy będę zmuszona do rannego wstawania, czy nikt mnie tym nie będzie katował. Najlepiej czuję się, wstając ok 8:00, wtedy czuję się najbardziej wypoczęta i rześka. Wcześniejsze lub późniejsze wstawanie robi ze mnie obrzydliwego zombie.
Zabieram się za podciąganie swojej wiedzy z zakresu książek 'must have', zaczynając od "Imienia róży", kończąc na "Solaris". Kolekcja obejmuje jakieś 34 książki, z czego przeczytałam już "Lolitę", "Paragraf 22", "I nie było już nikogo", "Mistrza i Małgorzatę" i kilka innych. Wszystkie zaczynałam czytać z niechęcią, wszystkie doczytywałam po nocach, żeby nie tracić czasu na sen. Są takie książki, które trzeba przeczytać, choćby po to, aby potem ponarzekać sobie, ile to czasu na nie nie zmarnowaliśmy.
Tak więc zabieram się do roboty, żeby zdążyć przed śmiercią.
Jutro coś o filmie. Może Asiak? Who knows?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz