Tak oto zaczął się najbardziej pechowy dzień z mojego życia:
Około 5:00 rano obudziłam się w ponadprzeciętnie złej kondycji fizycznej oraz marnym stanie zdrowia. Nie zaszkodziło to jednak, po porcji tabletek i szklance wody położyć mi się jeszcze w ciepłym łóżeczku na godzinkę, żeby "dospać" zmęczenie. Byłam pewna, że wstanę około 6:00, zdążę przygotować się do szkoły i ogólnie spędzę miły dzień. Niestety, obudził mnie głos mojego ojca pytającego, dlaczego o 7:00 jestem jeszcze w łóżku (tak, zaspałam). Nie byłoby w tym nic BARDZO strasznego, gdyby nie fakt, że obudziłam się prawie z atakiem serca i drżącymi rękami mając jeszcze przed oczami najstraszniejszy (i bez wątpienia najb a r d z i e j realistyczny) sen mojego życia. Szczegółów zdradzać nie będę, ale nigdy w moich snach tak perfidnie nie przedstawiono żadnych moich fobii i lęków, jednocześnie odsuwając ode mnie przyjaciół i znajomych tak, abym została z nimi tylko ja sama. Do teraz na samo wspomnienie serce zaczyna jakby szybciej bić. Chcąc zapisać szybko moje senne wspomnienia, jak to zostało polecone w książce Jak zostać pisarzem, skorzystałam z telefonu, ponieważ nie posiadałam nic innego pod ręką. Kończąc już swoją wypowiedź stała się kolejna, smutna rzecz. Telefon odmówił mi posłuszeństwa, a kolejny reset tylko pogorszył sprawę. Tak więc zostałam bez telefonu, spóźniona na lekcje i z marną kondycją zarówno fizyczną jak i psychiczną.
Czy jest jakakolwiek pozytywna strona tego dziwnego, śmiesznego zrządzenia losu? Pewnie tak, ale ja o tym dowiem się dopiero po jakimś czasie. Kolejno, wszystkie urządzenia elektroniczne, układ immunologiczny odmawiają mi posłuszeństwa, a ja? Siedzę i narzekam, bo tylko to mi pozostało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz