niedziela, 9 grudnia 2012

The way you make me feel.

Niedziela. Przez połowę tego pięknego (serio?) dnia próbowałam dostać się do domu, kolejne godziny spędziłam na odsypianiu oraz doprowadzaniu się do porządku. Jak skończyłam? Z kubkiem pełnym herbaty z gorzką cytryną, siedząc przed komputerem, oglądając bzdurne filmiki. W końcu postanowiłam wziąć się za coś lepszego (skoro moje własne, napisane na kartce, niedzielne plany raczej n i e wypalą, tj. 8 tematów z historii, notatka na blogu , nauka do sprawdzianu z biologii i matematyka). Trochę rozczarowana jestem sobą także na polu zdjęciowym, wczorajsza pogoda była idealna do stworzenia czegoś pięknego, ale zabrakło mi czasu. 
No cóż, zakatarzona mam nadzieję dokończyć posta, obejrzeć jakiś stary odcinek Plotkary, pograć w CS'a i iść do łóżka. Najlepiej na cały tydzień.


Ostatnio nasila się we mnie uczucie, że im bliżej matury, czym bardziej zbliża się czas tego ważnego wydarzenia, ja czuję się coraz słabsza. W porównaniu do marzeń z poprzednich lat absolutnie nie widzę siebie teraz jako studenta wyższej polskiej uczelni. Może to tylko z tytułu zimowej melancholii. Albo po prostu znudzenia. Być może przerażenie tym, że miałabym utknąć w czymś, czego nie lubię, z ludźmi których nie znam, bez przyjaciół, bez perspektyw odsuwa mnie od prawdziwego powodu, dla którego chciałabym studiować. Marznę.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz