niedziela, 29 stycznia 2012

Wszakże, czy można pogodzić się ze stratą?

Siedziały we trójkę w salonie pachnącym melancholią. Wiatr i mróz nieustannie próbowały dostać się do środka, powstrzymywane jednak przez ściany i okna zdawały się jakby cofać, żeby ponownie naprzeć z podwójną mocą. Siedziały i rozmawiały. Babcia, matka i córka. Siedziały i rozmawiały o chorobie jednej z nich. O najbliższych planach. O tym, że nie mają żadnego wsparcia u lekarzy, a największe instytucje zdają się zajmować tylko sobą. Atmosferę płaczu przerywały słynne, rodzinne anegdotki. Cisnące się do oczu łzy zmieniały się w szczery i gromki śmiech a absurdalność tej sytuacji widzianej z boku była niezmierzona. Pewne było jednak to, że wszystko to powoli traciło sens. Te czasowe spotkania, chęć odegnania od siebie atmosfery śmierci, nerwowe patrzenie sobie w oczy. I tylko coraz większy grymas bólu na każdej z nich oddawał poczucie czasu. "Nie teraz, nie jestem na to gotowa. Jeszcze trochę", zdanie, które pojawiało się w tych udręczonych umysłach. Ogrom cierpienia dla chorej i dla tych, które musiały się z tym pogodzić. Wszakże, czy można pogodzić się ze stratą?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz