niedziela, 15 stycznia 2012

Dazzling boy.

Ten tydzień minął mi w niesamowitych męczarniach. Dopiero pod koniec udało się jakoś nam rozluźnić atmosferę i w szkole, i w domu. Nie wiem, dlaczego zapomniałam o blogu przez cały ten czas. Wypadło mi w głowy na cały tydzień coś, co bardzo lubię robić. Może taki odpoczynek dobrze mi zrobił, bo pisząc tą notkę, czuję jakąś małą ulgę. 
Kończąc ten semestr czuje się w powietrzu cząstkę nerwowości związanej z pozamykaniem wszystkich spraw, aby udać się na zasłużony odpoczynek. Ja tak nie mam, nie spieszno mi ani do ferii, ani do świąt, ani do odpoczynku. Niedługo moje urodziny i chociaż to 'niedługo' dopiero się zaczęło, już muszę planować jakieś rzeczy, aby wszystko było w porządku. Cieszy mnie to, że miejsca już załatwione, wiem co i jak, wystarczy tylko porozdawać zaproszenia. 
W środę spotkałam się z innymi śpiewakami na próbie. Po kilkunastu minutach przypomniałam sobie, jak cudownie jest tworzyć jakąś jednolitą harmonię, współgrać dźwiękami i uśmiechem. Chcę, aby to wrażenie pozostało na zawsze, bo przyprawia mnie o dreszcze za każdym razem, kiedy o tym pomyślę.

Dokończyłam w tym tygodniu Dynastię Tudorów. Dopiero ostatni odcinek uświadomił mi, jak niesamowita była cała seria. I nie wstydzę się tego, że popłakałam się na jednym z ostatnich ujęć, stwierdzić jedynie mogę, że jest jedno z lepszych w historii wszystkich seriali, jakie oglądałam. To się nazywa sztuka. 


Na zakończenie utwór, którego brzmienia nie da się zapomnieć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz