poniedziałek, 27 czerwca 2011

There's no heaven






Po ciężkich przeżyciach wszystko zaczyna nabierać jaśniejszych kolorów. Wręcz oślepia mnie to swoim blaskiem. Wszystko zapowiada się tak wspaniale, że nawet nie mam siły o tym myśleć. Praca, która o dziwo już mnie nie nuży, męczy i nudzi, ludzie, których 'gupich gemb' oglądać nie muszę, głosów, których słuchanie było bolesne nie słyszę. Piękne jest to, że mogę sobie rano obejrzeć Poranek w TVN24, zjeść śniadanie, poczytać Wyborczą, popatrzeć przez okno i nikt mnie nie gani. Za to, że brudno, ani, że nieposprzątane w pokoju. Bo nie ma czasu na takie bzdety, skoro robota czeka i wszystko da się wytłumaczyć. Na swoje życie w tym wirze znajduję idealnie dużo czasu. Bo całodzienne siedzenie przed kompem to złe. Szlajanie się po wsi całymi dniami też jest złe. Ale odpowiednio wyważone życie między sklepem a domem potrafi sprawić, że czuję się świetnie, rześko i przyjemnie.

W głowie cały czas mam mnóstwo planów, które prędzej czy później (z naciskiem na to 'później') się zrealizują.
Przy okazji szlifuję angielski, bo to z nim wiążę swoją przyszłość. Muszę chociaż na kilka godzin podczas wakacji usiąść i się z niego pouczyć.


 
Posłuchajcie i pośpiewajcie (piosenka z tekstem). Pozytywne:))))


xoxo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz