niedziela, 2 października 2011

Muszę zacząć częściej pisać, bo znowu coś zaniedbuję, a to nie jest zbyt dobre dla mojego życia. Oczywiście, filmy oglądam, angielskiego się uczę, ze znajomymi spędzam czas, ale jest tak wiele rzeczy, które chciałabym zrobić. I właściwie robię, w marzeniach, w myślach, kiedy mogę sobie spokojnie posiedzieć z kubłem herbaty, oglądając niesamowity Blowup.
Szkoła mi się zdecydowanie nie podoba, ale muszę sobie poradzić, bo miałam cudownych nauczycieli życia, których chcę naśladować, aby dotrzeć tam, gdzie oni (albo i dalej:)
Patrząc na życie z kilku perspektyw już sama zaczynam się w nim gubić. I dziwi mnie to, że pomimo takiego wieku potrafię mieć swoje zdanie, poglądy, coś własnego. Nie podążam ślepo za jednym stylem myślenia, nie robię tego, co moi idole, bo dojrzałam do tego, aby mieć własny światopogląd. Nie żyję marzeniami. Żyję tu, teraz, z tym, co sobie zarobię u innych.

Będąc u siostry, przesiedziałyśmy ze trzy godziny na słonecznym balkonie, popijając kawę, zajadając się niesamowitym tiramisu, gadając sobie o wszystkim. Było cieplutko, cudownie, przyjemnie i miło. To były najprzyjemniejsze chwile od dawna. Roku może nawet. Ale tego się nie zapomina. Potem otworzyłyśmy tradycyjne Carlo Rossi i w powiększonym gronie osuszałyśmy kolejne butelki aż do nocy. Mam tylko nadzieję, że nasz koncert podobał się sąsiadom, bo jakoś tak dziwnie na nas spoglądali zza firanek.




PYCHA!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz