Postanowiłam, pod wpływem jakiegoś impulsu napisać tutaj coś, teraz, zaraz. Okresowe łzawienie oczu, które wiąże się raczej z potwornym bólem i uczuciem pieczenia aniżeli ze wzruszeniem, dało mi się już dzisiaj we znaki i pewnie nie opuści mnie przez pewien czas.
Pozostaje mi przetrwać, nie narzekać i próbować nadrobić stracony czas:)
Swoją drogą, posiadanie Marilyn w pokoju działa co najmniej depresyjnie, wiadomix przecież, że nigdy nie zostanie się taką ikoną jak ona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz