piątek, 2 września 2011

WTF is in Poland?

Zimno mi. Zdecydowanie za zimno. Podejrzewam, że znowu będę chora. Bo kto by tylko ciągle spał, nie jadł i było mu zimno? Przeziębionemu. Brrrrr.
Dziwne jest to, że w poprzednim roku szkolnym, przychodząc do domu, nie miałam czasu na nic, odrabianie zadań domowych to była czysta abstrakcja, chociaż nie miałam żadnych zajęć pozalekcyjnych. A teraz? Przychodzę, siadam do zadań z matmy (a nie musiałabym tego robić, jest piątek), robię. Mam czas, aby się przespać (cholerna choroba), potem jeszcze oglądam Fakty, mam aż za dużo tego czasu. I jestem dzięki temu szczęśliwa, bo jednocześnie będąc zajęta szkołą, mam czas na wszystko, co mi się żywnie podoba. No i 10 lekcji we wtorek. 18:30 w domu. Jak ja to przeżyję? Cóż, będę musiała, chociaż to będzie pewnie potwornie męczące. Na szczęście angielski to tylko czysta przyjemność po całym dniu uciążliwych zajęć.
Boję się historii, to będzie naprawdę ciężki rok, jeżeli mam zdawać maturę z niej. W ogóle, kiedy nauczyciel się pyta, kto chce zdawać historię, podnosi się tylko z pięć, sześć dłoni. To jest normalne w klasie z rozszerzoną historią? No ja rozumiem, jak jedna czy dwie osoby całkiem przypadkowo znajdą się w tej klasie, ale żeby to było aż 25? Dziwne.
Zauważyłam, że dużo dzisiejszej młodzieży nie wie czego chce. Nie ma własnych marzeń, a jak je już ma to tak abstrakcyjne, że i tak ich nie spełni. Jakie ja mam? Chcę przysłużyć się ludziom, sobie, środowisku, społeczności. Najbardziej wymarzona posada na dzień dzisiejszy, to nauka dzieciaków z trzeciego świata angielskiego. Albo gdzieś w Rosji, krajach, gdzie dostęp do darmowego szkolnictwa jest w znacznej mierze ograniczony. Marzę o tym, aby wyjechać do Afryki czy gdziekolwiek jako wolontariusz. Albo pracować z uzależnionymi od narkotyków. Niestety, nie chciałabym zajmować się niepełnosprawnymi dziećmi, bo nie czułabym się na siłach. To są odległe marzenia, które tak naprawdę po części pewnie są abstrakcyjne. Marzenia na dzisiaj? Dobrze zdać maturę. Przestać przejmować się zbytnio ludźmi, którzy na to nie zasługują.
Zadziwiła mnie sylwetka nowego 'pana od fizyki'. Dlaczego w cudzysłowie? Bo Nadolski nazwał go psychoanalitykiem. Czy ja wiem. Ciekawa persona, na pewno, ale nie mogę go rozszyfrować. Pewnie z czasem to nastąpi, ale wątpię, czy będzie łatwo. Eee tam, i tak nikt, nigdy, przenigdy nie zastąpi nam pani Tataraty:(
Dobra, wracam do matmy, kończę moje jabłko, potem kąpiel i do wyrka. Została mi jeszcze lektura 'Dwunastu prac Herkulesa', by Agatha Christie, a jak skończę, to może w końcu zabiorę się za "Traktat o łuskaniu fasoli", Myśliwskiego, co to to się często na maturze rozszerzonej pojawia. Swoją drogą, o wiele chętniej zrobiłabym analizę np. Paragrafu 22, czy kryminałów, czy jakichkolwiek innych wybitnych dzieł (Lolita, Mistrz i Małgorzata), niż siedzenie w nudnych (kontrowersyjne stwierdzenie) wierszach. Jak to, powiecie, wiersze nie są nudne! Mają w sobie duszę, milionowe dno, wiele podwójnych znaczeń, których trzeba się domyślać. Otóż, g*wno prawda. Wiersz to wiersz, autor nie chciał wcale robić potrójnego dna, po prostu napisał to, co mu akurat pasowało. Tak ja na przykład w tym momencie. A my musimy godzinami siedzieć i je interpretować. Ot, polska szkoła:)
Pozdrawiam wszystkich i polecam coś, co znalazłam całkowicie przypadkowo w Internecie. Na YT dokładniej, czyli relacja z pobytu typowego amerykańskiego obywatela w Polsce, na zaproszenie warszawskiej Klubokawiarni.










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz